piątek, 25 grudnia 2009

25.


Byłam tak padnięta, że jednak nie zrobiłam sobie kawy. Nie miałam siły schodzić na dół ^^. Jedyne co zrobiłam, to poczytałam trochę. Spać, mi się chce nadal, ogólnie, to ja śpioch taki jestem, gdybym mogła, to bym przespała większość swojego życia. No, a resztę straciłabym pewnie na czytanie xd.

Normalnie,  święta mamy zaj*biste. Śnieg był przed świętami, a teraz nadeszła taka odwilż, że jedyne odpowiednie buty to kalosze (xd).

Nie mam jednego odcinku House’a! ;(

Przypomniało mi się, jak moja matka ostatnio się na kota wkurzyła i jej piękny tekst: ‘Spierdalaj, bo Ci strzelę’. Nie mogłam z tego ^^.

Zamarzłam. Wróciła z kościoła zziębnięta i mnie jeszcze na spacer z psem wygonili.


Mon, muszę przyjść do Ciebie, żeby zobaczyć Hondurasa ^^

Nad nowym adresem bloga cały czas się zastanawiam, kilka pomysłów mam, ale to na razie tylko pomysły. Szukam tego idealnego <3 [zabrzmiało to, jakbym szukała chłopaka, tyle, że oni raczej (na pewno) nie są idealni].

Bajzel mam w pokoju straszny, muszę trochę ogarnąć. Ale podobno wszyscy geniusze mieli chaos w swoim pokoju (czy tam pracowni) xd

Ech i nie wiem co zrobić… Mam wrażenie, że narobiłam mu nadziei (on gadał z K. i dlatego K. chce, żebym była  z Nim), a teraz tak nagle wrócę do byłego. Chyba wrócę…

Nie mam zamiaru siedzieć i użalać się nad sobą, po prostu moją głowę zaprzątają cały czas myśli na TEN temat (oj, zła jestem, zła) ^^

K. dostała gitarę na gwiazdkę. Trochę ją podszkolę i może będzie mogła chodzić ze mną na lekcje. No nie tylko mną, ale może będzie mogła xd.

Żegnam.

24.


Zmieniam zdanie, chyba jeszcze nie pójdę spać^^. A przynajmniej jeszcze nie teraz.

Zrobię sobie kawę, posprzątam w komodzie, poczytam.

Porozmyślam nad sensem życia, pooglądam House’a  <3

Poprzytulam się do misia, napiszę w pamiętniku.

Poczytam ^^ (tak, wiem, że się powtórzyłam)

No i ewentualnie trochę się przekimam.

Wiem, że nikt tego nie czyta xd.

Zmienię pewnie adres, jeszcze nie wiem na jaki, ale zmienię.

Padam na pysk, ale trudno.

Kocham was, dobranoc.

23.


Postanowiłam, że powrócę ^^. Nie będę opisywała, co się działo przez ten czas, bo to już nie istotne, no chyba, że stwierdzę, że się przyda.

Patrzę na książki które dostałam i już spać mi się odechciewa. Wolałabym czytać i czytać i czytać, ale jutro byłabym nieprzytomna, więc, chyba zrezygnuje z tego.

Rozmawiałam z B. I wczoraj i dzisiaj. Wczoraj raczej nie doszliśmy do porozumienia, bo trochę się sprzeczaliśmy, tak właściwie, to chyba go wkurzyła, a że ma on bardzo wybuchowy charakter, starałam się z Nim rozmawiać spokojnie. Dzisiaj chyba się dogadaliśmy i całą winę zrzuciliśmy na urodziny W. Ja: Bo tak. On: bo myślałem, że już Cię straciłem.

K. już mnie wkurza. Cały czas jest przeciwko B. Gada tylko jaki on jest zły i niedobry no i żebym była z D. Taa… bo D mnie wcaaaale nie zranił i wcaaaale przez Niego nie cierpiałam. W końcu jak jej powiedziałam, że jak będę chciała to i tak wrócę do B, to powiedziała, że jeśli go kocham, to żebym z Nim była, ale jak on mnie zrani, to ona go zabije. No cóż, chyba zaryzykuję.

Wigilia. Nie powiem,  była udana. Po 15 wyjechaliśmy pojechaliśmy do babci I, podzieliliśmy się opłatkiem i pojechaliśmy do babci Wu. U Wu, kończyły się jeszcze przygotowania. Była tylko Wu (babcia), eM (dziadek), tata, mama, Młody (czyt. Brat) i maine prababcia. Mama szła na 19 do pracy, więc pojechała wcześniej, my posiedzieliśmy jeszcze z godzinę i wróciliśmy do domu. Prezenty pod choinką były. Dostałam 2 książki, bluzkę z króliczkiem playboy’a , 50 zł, czekoladę i mnóóóóstwo innych słodkości.

Na Wigilii klasowej też było miło, nie powiem, że nie. Od Mon dostałam misia, breloczek i mentosy (^^), a od Ol perfumy (to co, że z Hanny Montany, ważne, że zaje*biście pachną) i czekoladę. Co do reszty wigilii klasowej, opowiadać nie będę, Ci co mają wiedzieć, wiedzą, a Ci co nie mają wiedzieć, się nie dowiedzą, więc niech się nie wtrącają xd.

Na 4 stycznia: Matma (spr) i historia (kartkówa, ale pewnie będę się uczyła duuuużo dłużej niż na spr z matmy. Wrr… ;/)

Kudeł mnie wkurza ;/. Poskarżyła się koledze, że się niby do niej pruje i mam dostać w twarz ponoć. Wiesz co koleżanko, powiem Ci, że się nie boję i mam Cię w dupie ;].

Ahh.. przeglądam swoje zdjęcia i tak stwierdzam, że byłam słodka ^^. BYŁAM, szkoda, że mi minęło.

Prezent dla mamy zrobiony i zapakowany ładnie ;). Dla taty nie ma, bo śnieg się rozpuścił :(.

Jestem zmęczona, chcę poczytać, kot mi zrobił bałagan w pokoju, muszę rozebrać łóżko (nie żebym była zboczona, czy coś xd), matka w pracy, nie mam co palić, na jutro na 9 do kościoła.

Dziękuję za uwagę. Amen.

wtorek, 4 sierpnia 2009

22.


A więc... Nie zaczyna się zdania od ,,A więc", ale już trudno ;d.
Z Włoch wróciłam cała i zdrowa. Nie koniecznie opalona i nie koniecznie szczęśliwa (o tym potem), ale wróciłam.
Połowa rzeczy których wzięłam okazała się nieprzydatna, tylko po prostu była po to, aby walizka była cięższa ((;
Opalić, się nie opaliłam, ponieważ siedziałam cały czas w cieniu, z powodu temperatury powyżej 45 stopni. Wtedy mówiłam, że jest za gorąco, a teraz bardzo brakuje mi tamtej pogody, gdzie na niebie nie było ani jednej chmurki. W morzu się pokąpałam, ale tylko na początku. Słonej wody się opiłam.
Szczęśliwa nie wróciłam, tylko ze względu na to, że z osobami z kolonii strasznie się zżyłam i rozstanie było bardzo bolesne, szczególnie z jedną osobą. Płakałam jeszcze w domu, gdy już leżałam w łóżku. A do większości fajnych osób mam aż 200 km.
P. na kolonie jednak nie pojechał, więc byłam tylko z M., ale kolegów fajnych poznałam i to z nimi spędzałam większość czasu ;D. No i z M. oczywiście. Jedzenie było okropne, z M. oddawałyśmy swoje porcje kolegom ze stolika, bo nasza wychowawczyni po kilku dniach pilnowała abyśmy chociaż trochę jadły.

Ciąg dalszy nastąpi... ((;

niedziela, 21 czerwca 2009

21.


No i nadszedł koniec roku szkolnego, a wraz z nim wakacje. Mam nadzieję, że te wakacje, będą jednymi z lepszych. Na razie mam zaplanowany wyjazd do Włoch na obóz od 16-28 lipca, razem z przyjaciółką M. i przyjacielem P.
Chociaż, czy P. pojedzie jest pewne tylko na 98%, a my z M, mamy już zarezerwowane miejsca.  Już nie mogę się doczekać. Wczoraj byłam z M. i jej rodzicami w Poznaniu, my z M. chodziłyśmy po centrum handlowym, a jej rodzice pojechali się gdzieś tam z kimś tam się spotkać. Kupiłam sobie krótkie spodenki w których mam zamiar spać i męską bluzkę rozmiar XXL,  w której, także mam zamiar spać. Dzisiaj pojechałyśmy do CH u nas i kupiłam sobie męską bluzę za 23zł i bluzkę na ramiączkach. Jutro jedziemy jeszcze na bazar i do butiku itp.
Muszę zaplanować sobie jakoś ten czas do przynajmniej 13 lipca , aby szybciej mi zleciał. Myślałyśmy o wyjeździe pod namiot do Lichenia na 3 dni, ale, co z resztą czasu? Może będziemy jeździć nad pobliskie jeziora, ale dopiera jak się zrobi cieplej, bo jak na razie to jeszcze trochę zimno u nas jest. Wychodzenie na dwór będzie itp. Ja jeszcze będę musiała się pakować w domu, bo 1 września muszę się wyprowadzić. 

czwartek, 4 czerwca 2009

20.


Nie mam na nic siły. Jestem wiecznie zmęczona, niewyspana, mimo iż sypiam coraz dłużej, aby odespać. Przedwczoraj byłam zmęczona okropnie, więc wcześnie się umyłam i położyłam do łóżka, mając nadzieję, że szybko zasnę. Lecz zasnąć nie mogłam. Leżałam i patrzyłam się w sufit, aż łzy poleciały mi po policzkach. Nie były to łzy z miłości do jakiegoś chłopaka. Były to łzy z powodu bezsilności. Nie mam siły. Po prostu nie daję sobie rady. Nauka, nauka nauka. Mój harmonogram dnia. Czasami uda mi się wcisnąć tam wyjście z psem, aby zapalić, gdy jestem neispokojna. Lecz wychodzę i po 10 minutach wracam. Może teraz, gdy zaczną się wakacje, to się zmieni. Będe mniej zmęczona, gdyż nie będę musiała się uczyć, przez ponad 2 miesiące. Odpocznę, może wyjadę z przyjaciółką i koleżanką pod namiot, gdy mama się zgodzi. Wtedy wszystko się może obrócić o 180 stopni. A jutro planuje pojechać na koncert afromental. Jeżeli mama się zgodzi i jeżeli będą jeszcze bilety. 

niedziela, 31 maja 2009

19.


Bo ja nie wiem co ja do niego czuje. I to nie jest już D., tylko P. Boję się, że wróciło to, co było we wrześniu. A On mi nie pomaga. On tylko przeszkadza, zbliża się, zamiast oddalać. Nie wiem co o tym myśleć, ale wiem, że nie tylko do mnie tak robi. Jestem zazdrosna o każdy jego ruch, każdy gest, każde słowo do innej dziewczyny, nie ważne kim by ta dziewczyna była. Dzisiaj byłam zazdrosna o moją kuzynkę, bo On z nią wyszedł, a mnie tam nie było, mimo iż chwilę wcześniej, praktycznie rzecz biorąc mnie obejmował. Wiem, ze boję się uczuć do Niego i wiem, że nie chcę do Niego nic czuć, bo On bawi się wszystkimi. Nie wiem, czemu to robi. Z resztą teraz nic nie wiem. Nie wiem, nawet co do Niego czuję.

Ale czy to może być miłość?

piątek, 29 maja 2009

18.


Cały czas u nas pada. Zamisat robić się cieplej, robi się coraz zimniej. I powinno być coraz mniej nauki, bo to koniec roku, a jest coraz więcej. Nie sypiam, może nie dlatego, że muszę się uczyć, ale dlatego że nie mogę. Mam koszmary. Zasypiam na dwei godziny, po czym budzę się zalana potem i zasnąć już nie mogę. Jestem niewyobrażalnie zmęczona, mimo iż przez ostatnie 3 dni spałąm po minimum 5 godzin. Z chęcią położyłabym się spać, ale nie mogę, bo wiem że za 2 godziny się obudzę i będę musiała resztę nocy przesiedzieć nudząc się. Miałam jutro pojechać z przyjaciółą M. i kolegą B. do CH, ale zupełnie zapomniałam, że muszę od rana zając się bratem do 19, więc może oni przyjdą do mnie. Jestem z lekka załaman, bo jutro już sobota i wiem, że tak na prawdę nie wyjdę na dwór, ani nie zrobię nic na co mam ochotę, ponieważ będę musiałą zająć się bratem. Tak samo nie wyjdę nigdzie w niedzielę, ponieważ będę musiałą się uczyć na poniedziałek na sprawdzian z historii, a chciałam pojechać kupić sobie bluzę. W piątki zawsze emanowałam radością, wychodziłam na dwór i w ogóle nie byłam zmęczona. A dzisiaj? Dzisiaj już wytrzymać nie mogę, mimo iż byłam w szkole tylko na 2 pierwszych lekcjach o 9, a potem byłam z M. i B., u M. byłam do 16 i praktycznie nie robiłyśmy nic konkretnego. Jestem zmęczona, śpiąca, nie chce mi się nic robić. Wiem, że powinnam wyjść i zrobić coś ze sobą, bo długo to ja tak nie pociągnę i wiem, że już niedługo, jeśli się nie postaram, przestanę w ogólę robić cokolwiek z powodu zmęczenia. Sen jest człowiekowi potrzebny do życia, bez niego, jego mózg przestaje pracować, nie odpoczywa, po około 72 godzinach są halucynację, a później zaniki pamięci. Ja jeszcze do tego etapu nie doszłam, najdłużej nie spałam 60 godzin, później byłam tak wykończona, ze spałąm niż położyłam głowę na poduszce, a dzisiaj czuję stę tak samo jak wtedy. 
Oj, cały czas marudzę, ale cóż, taka już moja natura. Teraz idę się przejść, może krótki spacer i zimne powietrze dobrze mi zrobią.

wtorek, 19 maja 2009

17.


Nie było mnie przez jakiś czes, lecz postanowiłam wrócić. Trochę się w między czasie zmieniło i jak na rzie jest dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie :)). U mnie zrobiło się już ciepło, a ja z dnia na dzień mam coraz mniej czasu, bo muszę się uczyć, aby nadrobić trochę oceny. Na wszystko brakuje mi czasu, doba stanowczo powinna mieć 48 godzin, bo ja już powoli nie wyrabiam, praktycznie rzecz biorąc, to nie mam w ogóle czasu dla siebie, bo ciąglę muszę się uczyć. W tym tygodniu mam 2 sprawdziany i pracę klasową z lektury (jutro), której nie czytała, ale jakoś nie mam ochoty na nmc się uczyć. Na pracy klasowej coś tam wymyślę, a na sprawdzian zdążę się jeszcze nauczyć. Włączyłam sobie film,,szkoła uczuć" i mam wszystko w dupie, nauczę się, jak skończę oglądać ;). Oczywiście znając mnie popłaczę się na końcu.
No i miałam jeszcze coś napisać, ale na śmierć zapomniałam, trudno, jak mi się przypomni to napiszę. A teraz idę sobie.
Buziaki ;*

środa, 8 kwietnia 2009

16.


Jak widać trochę na blogu się zmieniło. Stwierdziłam, że poprzedni wygląd był trochę... hmm jakby to nazwać... przytłaczający.
Zmiana nastąpiła też we mnie.
Jeśli w ogóle jeszcze coś czuję prócz radości, to doskonale to ukrywam, nawet przed samą sobą ;).
A dzisiaj mam baaardzo dobry humor ((:.
Od rana (tzn. około 12) pojechałam z przyjaciółmi do Centrum Handlowego (mama pozwoliła mi nie iść ten ostatni dzień przed świętami do szkoły ;)).
Gdy wróciłam wzięłam torbę i wyszłam na angielski, lecz tam nie dotarłam, gdyż stwierdziłam, że zostanę z M., O., P., i D. (tak tym samym D.) na dworze. Poszliśmy na rury i było fajnie (żeby nie użyć cenzuralnego słowa) ;)).
No pomijając fakt że spadłam 2 razy i za drugim razem rozcięłam sobie nogę. I pominąć fakt, że byłam potem cała w piasku (kopaliśmy na siebie piasek z chłopakami). I jeszcze pominąć fakt, że mi chcieli włosy podpalić. Ale jakoś przeżyłam ;)).
Teraz humor poprawia mi piosenka i fakt iż jutro przyjeżdża mój znajomy z Holandii i idziemy na ,,imprezę" (:.
Jutro muszę zostać z bratem, gdyż rodzice idą do pracy. Dowiedziałam się o tym wieczorem, a wcześniej zdążyłam się umówić, że idę o 9 zobaczyć jak moi przyjaciele (i inni) grają ;)).
No ale mówi się trudno, wezmę go najwyżej ze sobą, chociaż może być problem jak on tam przejdzie (;
Jakoś sobie poradzimy ;)).

niedziela, 5 kwietnia 2009

15.


Jestem na granicy załamania nerwowego. Chodzę z miejsca na miejsce. Siadam w kącie, skulam się i zaczynam płakać. Wszystko się wali. Mam dość wyłączam się. Może mnie nie być przez jakiś czas...

niedziela, 29 marca 2009

14.


Coraz lepiej sobie radzę.
Z bólem.
Może nie tyle z bólem, bo nadal nie potrafię go opanować, i chyba nigdy nie będę potrafiła, ale coraz lepiej idzie mi ukrywanie go.
Kto wie, może z czasem w ogóle nie będzie nic po mnie widać.
Nie spałam całą noc.
Albo nie śpię, albo budzę się z krzykiem lub zalana łzami przez koszmary.
Czasami mam wrażenie, że upadam na samo dno.
Że jeszcze trochę a moja psychika tego nie wytrzyma.
Ale jak wygląda to dno?

sobota, 28 marca 2009

13.


Boli.
Bardzo.
Literki rozmywają się pod łzami.
Każdy dzień wygląda tak samo.
Płacz.
Ból.
Zranił mnie.
Nie sądziłam, że można tak cierpieć przez chłopaka.
Ból.Uginają się kolana. Z trudem łapię oddech.
Powoli udaje mi się to ukrywać.
W szkole myślą, że już wszystko w porządku.
I niech tak myślą. Reszta niech zostanie dla mnie.
W szkole staram się powstrzymywać od płaczu, ale zaraz po powrocie do domu wybucham.
Szara rzeczywistość. Codzienność. Monotonia. Idę do szkoły. Wracam do domu. Płaczę.
Ból.Czuję przy tym niesamowity ból. Staram się wtedy koncentrować na oddychaniu.

***
Wczoraj to samo.
Najpierw płacz z powodu książki (wzruszający moment).
Później znowu płacz, ale już nie z powodu książki.
Ból.
Mówią, że czas goi rany. Bzdura! Czas przyzwyczaja do bólu. A ból nie przemija, przynajmniej nie w moim wypadku.
Ból, coraz lepiej  mi z nim idzie. Udaje mi się go ukrywać. Przed rodzicami i wszystkimi innymi.
Niech to co czuję zostanie dla mnie. 
***
A teraz ocieram łzy i wyruszam na śmierć (do sklepu). Znowu to samo. Ukrywanie się.

poniedziałek, 23 marca 2009

12.


Jest źle.
Gorzej niż myślałam.
Byłam wczoraj na ,,dziewczynce z zapałkami" (akcja charytatywna) i pakując ludziom zakupy miałam świeczki w oczach.
Cały czas modliłam się tylko, żeby nie chcieli, aby im te zakupy pakować.
Pytałam ,,zapakować?" z niechęcią i ludzie chyba to zauważali, bo po jakimś czasie coraz mniej osób prosiło mnie o to.
Dzisiaj w szkole na pierwszej lekcji pisaliśmy sprawdzian i było jeszcze dobrze.
Na drugie zrobiło już się gorzej, bo po odsłuchaniu piosenki zaczęłam płakać, więc poszłam do łazienki, tam się wypłakałam i wróciłam na lekcję, potem było już dobrze.
Trzecia lekcja była za to okropna.
na początku normalnie napisałam notatkę, a jak pan omawiał, to się rozpłakałam i zapytałam czy mogę wyjść do łazienki. Ten nauczyciel rzadko się zgadza, ale chyba zauważył, że płaczę, więc mi pozwolił.
Przesiedziałam w łazience lekcje do końca, wyszłam z tamtąd dopiero gdy zadzwonił dzwonek.
Później na lekcjach udawało mi się powstrzymywać łzy, ale za to na przerwach płakałam.
A to wszystko tylko przez Niego!
Mam już go dosyć!
Przez niego cały czas płaczę.
A on o tym dobrze wie.
Mam go dosyć, teraz tylko myślę co tu zrobić żeby nie chodzić przez najbliższy czas do szkoły.
Myślałam o złamaniu sobie nogi, wtedy przez minimum tydzień musiałabym siedzieć w domu. 

sobota, 21 marca 2009

11.


Zmieniało się, ale po dzisiejszym dniu znowu jest tak jak wcześniej.
Znowu przez niego płakałam.
Nie chciałam.
Ale nie mogłam powstrzymać łez.
Starałam się, ale jak kuzynka do mnie podeszła i mnie przytuliła, to się rozbeczałam.
Po prostu nie dałam rady.
I teraz wszystko znowu się spieprzyło.
Ale może się poukłada.
Taka mała iskierka nadziei we mnie tkwi.
O. mówi żebym miała na niego wyjebane.
I mówi, że jedziemy w piątek na psd, to ona mnie zapozna z przyjacielem swojego chłopaka.
A ja żeby zapomnieć o D. zaproponowałam żebyśmy jechały jutro.
I jedziemy jutro.
Może się ułoży.

środa, 18 marca 2009

10.


Jest coraz lepiej, a jednak cały czas nie tak jakbym chciała żeby było.
Zmienia się, i to bardzo, co mi nawet odpowiada, ale nie mam pewności, czy tak jest po prostu w tym tygodniu, a w następnym będzie jeszcze gorzej niż było.
Mówi się trudno, z resztą i tak nic nie mogę na to poradzić.
Ale czemu tak to wszystko się zmienia.
Może zazdrość?
Ale czemu przy P. jest inaczej niż przy M. i innych?
K. mówi, ze on chce zaimponować P.
Możliwe.
Nie będę nad tym rozmyślać.

***
Wczoraj w szkole siedziałam z przyjaciółką pod klasą i tak patrzyłam na swoją szkołę, jak osoba z zewnątrz nie jak uczeń. I stwierdziłam, że lubię moją szkołę i nie chciałabym jej zmienić. Moja szkoła jest kolorowa. Nie jakaś ciemna rudera z kratami w oknach i obdrapanymi ścianami. Podłoga jest koloru żółto-czerwono-niebieskiego. Szafki są koloru beżowego, a wszystkie drzwi niebieskiego. Nie chciałabym zmieniać swojej szkoły. Ma ona wiele plusów. Znam już tutaj wiele osób, z twarzy można powiedzieć że wszystkie. Mimo iż wymagają od nas dużo, a w innych szkołach mniej, to ja i tak nie chciałabym zmienić swojej szkoły.
***
Przeczytałam niedawno książkę pt.: ,,księga cmentarna", niedługo mam zamiar przeczytać ,,zmierzch" (jak tylko przyjaciółka mi pożyczy :)). Czasu nadal mało z powodu nauki, a jednak odnoszę wrażenie, że jest go tak czy siak coraz więcej :). I dobrze, bo brakuje mi go. Zarwane noce, niedługo może będą przeszłością :).

niedziela, 8 marca 2009

9.


Regulamin:
1. Odpowiadasz na 10 pytań.
2. Podajesz blog osoby, która Cię klepnęła.
3. Klepiesz 10 następnych osób.
4. Poinformuj te osoby.

Odpowiedzi:
1. Gdybyś mogła spędzić jeden dzień jako gwiazda, kim chciałabyś być? 
-Hmm... Nigdy nie chciałam być gwiazdą, chyba że taką na niebie (:

2. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
-Piękne życie u boku pięknego i kochającego męża, trójka dzieci i praca w szpitalu. 
3. Masz tylko jeden dzień życia, co robisz?
-Panikuję, że mam tylko jeden dzień, a później spędzam go wraz z przyjaciółmi.

4. Jakbyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, to co to by było?
-Nie byłoby wojen, ani głodu i nędzy.

5. Powiedz coś o sobie, o czym wiesz tylko Ty.
-Jak bym powiedziała, to już nie tylko ja bym wiedziała ;)

6. Co myślisz o osobie, która Cię klepnęła?
-Dobra przyjaciółka, z którą zawsze i o wszystkim można pogadać (:

7. Co ostatnio oglądałaś w TV?
-Milionerów, przed chwilą ;)
8. O której chodzisz spać?
-Różnie, czasami o 23, a czasami o 3.
9. Widziałaś ostatnio coś dziwnego?
-Jak moje koleżanki składają mojemu przyjacielowi życzenia z okazji dnia kobiet ;)
10. Czego boisz się najbardziej?
-Ciemności, samotności i śmierci bliskich mi osób.

Klepnęła mnie Monika [fericire]
Ja nie klepię nikogo, bo jeszcze nikogo nie poznałam :).
***
Weekend mija baaardzo szybko. Już jutro idziemy do szkoły. Na szczęście tylko na 2 lekcje (niemiecki i wf), bo później idziemy do kina, na kochaj i walcz, czy coś takiego :).
Już mi lepiej, humor się poprawił, to chyba zasługa muzyki ;).

piątek, 6 marca 2009

8.


Jest źle.
Jest okropnie.
Nie chcę żeby tak było.
To jest okropne.
Słucham.
Płaczę.
Łzy spływają po policzkach.
Leci piosenka.
Wracają wspomnienia.
Z kim związane?
Nie wiem.
Wracają wszystkie wspomnienia związane z Nim i Nim2.
Po prostu nie chcę.
Nie chcę nic pamiętać.
Mam dosyć.
Chcę zapomnieć.
Wszystko.
Zacząć od nowa.
Zmienia się.
Jest źle.
Okropnie.
A co będzie w wakacje?
Wtedy będzie jeszcze gorzej...

Ale teraz ocieram łzy, staram się zapomnieć i idę oglądać ,,Testosteron".
Może humor mi się poprawi

poniedziałek, 2 marca 2009

7.


Jakoś inaczej jest. Dziwnie.
Tak... Z dystansem.
Gorzej ?
Tak chyba tak, nie musi być tak jak bym chciała żeby było, wystarczy że nie będzie tak jak teraz.
Kilometr od siebie.
Bo musi być dystans.
Bo inaczej być nie może.
Bo tak jest... ,,lepiej".
Zależy dla kogo.
Dla mnie na pewno nie.
Teraz jest okropnie.
I chcę żeby było inaczej.
Bo tak jest nie fajnie.
Bo tak mi się nie podoba.
Ale tak musi być.
Nie kocham go i się z tego powodu cieszę.
Ale to że go nie kocham i to że mnie na prawdę zranił, nie znaczy że go nie lubię.
On też mówi cały czas że mnie lubi.
Ale tylko lubi.
I to mi wystarcza.
Ale skoro mnie lubi to dlaczego tak się zachowuje ?
K. mówi, że On chce zaimponować P.
Nie wiem w jaki sposób, bo nie sądzę by P.(który jest moim przyjacielem) to zaimponowało.
Może się zmieni.
Mam taką nadzieję. 
***
Nie wiem co się dzieje. Wszystko się zmienia. Ludzie się zmieniają. Ale przecież dorastamy, więc się zmieniamy i nic nikt na to nie poradzi. Ale mam nadzieję, że niektórzy nie zmienią się tak bardzo. Dzieje się coś dziwnego. Wszystko się obróciło o 180 stopni. Przez ferie się dużo zmieniło. Nie wiem co myśleć, ani co robić. Muszę zrezygnować z jednej, żeby nie stracić drugiej. Ale nie chce z niczego rezygnować, ani niczego tracić. Co to komu przeszkadza ? Tak jest dobrze. Tak mi się podoba. Chociaż niektórym może to nie odpowiadać. Nie wiem co ja mam teraz zrobić. Zrezygnować, czy może zgodzić się na stratę. A może to przeminie z czasem. Może wszystko się zmieni. Mam taką nadzieję. Ja muszę zrozumieć sporo rzeczy. I wiem, że nie tylko ja. Za dużo się przez te ferie wydarzyło. A wydarzyło się dużo i to już na samym początku. Nie zmieniam się dlatego żeby komuś zaimponować, tylko dlatego, że dorastam, wszyscy w tym wieku się zmieniamy. Niektórzy wcześniej inny później. Może ja wszystko zrozumiem. A może to nie ja muszę zrozumieć. Nie wiem. Mam nadzieję. że odpowiedź przyjdzie z czasem. 
***
Przepraszam za chaotyczną i bezsensowną notkę, ale musiałam się wygadać/pisać.
Pozdrawiam.

niedziela, 22 lutego 2009

6.


Każdy z nas ma jakieś obsesje, czy może inaczej to ujmując „bzika”, na punkcie czegoś/kogoś. Ja od niedawna mam obsesję na punkcie trampek. Jedne sobie kupiłam gdy byłam w czwartek w centrum handlowym, inne wygrzebałam z piwnicy i „upiększyłam”, wcześniej były całe czerwone, teraz są w czerwono-czarną kratkę. U nas na chodnikach jeszcze śniegu jest pełno, a ja już kupuję obuwie, które niestety na śnieg się nie nadaje. Jeszcze inne trampki znalazłam na allegro i mam zamiar je zakupić gdy tylko dostanę pieniądze. Bardzo zafascynowała mnie też gra na gitarze i poprosiłam tatę, aby kupił mi gitarę klasyczną na urodziny. Od babci chciałabym dostać książkę, o nauce gry na gitarze dla początkujących. Trochę się rozmarzyłam, bo do moich urodzin jeszcze trochę czasu, gdyż obchodzę je w maju (:.
Od rana pada u nas śnieg i pada i pada i padać nie przestaje, coś mi się wydaje, żer jak obudzę się jutro rano nie będzie jak przejść po chodnikach ;). Dzisiaj u nas strasznie zimno, a ja zamiast siedzieć w cieplutkim domu, to się wybrałam najpierw na spacer do lasu z psem, chodziliśmy około 1,5 godziny po lesie i strasznie zmarzliśmy, a potem pojechałam wraz z M. do centrum handlowego, już chyba trzeci raz w tym tygodniu. Za to wybrałam sobie spodnie, które chciałabym, aby babci mi kupiła :). Potem gdy wysiadłyśmy z M. z autobusu zaczęłyśmy rzucać się śnieżkami. Bawiłyśmy się jak dzieci ;). Trochę zmarzłam i zmokłam, ale nie żałuję.
Miałam zamiar przeczytać w ferie kilka książek, jednak pani od polskiego zadała nam krzyżaków, jednak i tak mam zamiar przeczytać dzisiaj książkę pt: „Angus, stringi i Przytulanki”.
Nie wyspałam się dzisiaj o godzinie 2:20 zadzwonił do mnie kolega, bo mu się nudziło na obozie ! Myślałam, że zrobię mu krzywdę, bo mnie obudził, ale i tak gadałam z nim do 3 w nocy ;), dzisiaj podobno też mają (bo wraz z innymi kolegami z pokoju) do mnie dzwonić, zobaczymy czy się wywiążą z obietnicy ;).
Temat trochę zboczył, ale no cóż, bywa

środa, 18 lutego 2009

5.


Po co istnieje takie święto jak Walentynki ? Niby jest to dzień zakochanych, ale tak naprawdę jest to święto zmyślone, przecież to święto wcale nie pomaga w powiedzeniu komuś, że się go kocha, albo mówi się to w odpowiednim momencie i raczej nie są to walentynki, albo nie mówi się tego wcale. Nazwa Walentynki pochodzi od imienia świętego Walentego, patrona zakochanych, ale po co ktoś wymyślił, aby to ,,święto” obchodzić, przecież kocha się cały rok, a nie jeden dzień. Wydaje mi się, że Walentynki wręcz załamują ludzi, bo jak przechodzi osoba która niedawno np. zerwała ze swoim chłopakiem , i widzi całującą się parę, to wcale nie jest to dla niej przyjemne. Ja Walentynki spędziłam z K., P., D., D., K., O. i B. Siedzieliśmy w pewnym miejscu i piliśmy. B., O. i D., poszli do domu około 19, a Ja K., K., P. i D., zostaliśmy na noc. Ja i moja kuzynka K., także miałyśmy iść do domu, a raczej do babci, ale wydarzyło się coś co nas zatrzymało, ale o tym nie chce pisać.
Jak widać Walentynki nie są potrzebne, bo nikomu nie poprawia to nastroju.
 ***
U nas zaczęły się ferie, od poniedziałku nie chodzimy do szkoły, co mnie bardzo cieszy (;. Śniegu też napadało, na ulicach, chodnikach i ogródkach leży biały puch, a ja już miałam nadzieję, ze przyjdzie wiosna. Ferie chcę spędzić jak najlepiej, już w poniedziałek zaczęłam się rozrywać, bo pojechałyśmy z M. i O. najpierw do Mc, a potem do centrum handlowego (o mało co byśmy się nie spóźniły na autobus). Dzisiaj też mam zamiar jechać do CH, aby zakupić sobie trampki. W przyszłym tygodniu chcemy z O. i M. wybrać się na basen, a co będzie dalej się zobaczy ((;.

sobota, 7 lutego 2009

4.


Byłam dzisiaj na wsi. U mojej cioci, u której mieszka teraz mój pierwszy piesek. Ale od początku. 3 lata temu dostałam od rodziców psa o którym już jakiś czas marzyłam. Był to pies rasy owczarek podhalański, którego nazwałam Baca. Był z nami tydzień, później mama zaczęła mi tłumaczyć, że ten pies będzie za duży do naszego domu, że będzie dla niego lepiej, jak oddamy go gdzieś, gdzie będzie miał duże podwórko na którym będzie mógł się wybiegać. Ja za żadne skarby nie chciałam go oddać, bo nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że już nigdy więcej go nie zobaczę. No to tata zaproponował, żebyśmy oddali go do jego kuzynki na wieś, około 20 kilometrów od naszej miejscowości. W końcu zgodziłam się, pod warunkiem, że będziemy go odwiedzać.
 2 i pół roku od kiedy nie ma go.
 2 i pół roku od kiedy nie chodzi za mną wszędzie.
 2 i pół roku od kiedy nie śpi pod moim łóżkiem.
 2 i pół roku od kiedy nie budzi mnie w nocy.
 2 i pół roku od kiedy nie przytula się do mnie.  
2 i pół roku od kiedy nie mam małej, białej, puchatej kuleczki.

piątek, 30 stycznia 2009

3.


Wydaje mi się, że chyba każda dziewczyna ma przyjaciela chłopaka. Taki przyjaciel jest potrzebny, może pomóc zrozumieć innych chłopaków, ale czasami z takiej przyjaźni może zrodzić się coś więcej. Ja także mam przyjaciela, przyjaciółmi jesteśmy już dobre 3 lata, jak nie więcej. Przed świętami się coś wydarzyło. Poczułam się kochana i sama kochałam, ale on po jakimś czasie napisał mi, że boi się o przyjaźń i że nic z tego nie będzie. Jedna koleżanka mówiła mi, że D powiedział jej, że chciał zapomnieć tylko o innej, druga że do mnie coś czuł, ale chce być z tamtą (W). A mój drugi przyjaciel (P) i zarówno przyjaciel D, powiedział mi, że W to tylko ściema i że D, chce żebym była zazdrosna, a mojej kuzynce (K) powiedział, że D nadal się we mnie, jak on to ujął, buja. Ja nie wiem czy w to wierzyć, bo przecież to byłoby nienormalne, takie komplikowanie tego wszystkiego. Nasza przyjaźń nie wiem, czy się popsuła, czy też nie, ale na pewno jest inaczej niż przed tym, gdy ,,coś” się wydarzyło. Nie wiem, czy to „coś” było warte naszej przyjaźni, ale to nie ja w końcu zniszczyłam, nie ? Teraz już nie chcę się w nic angażować, bo jak człowiek się angażuje, to mu bardziej zależy, a im więcej mu zależy, tym więcej traci. A innym radzę się zastanowić zanim podejmą jakąś decyzję, bo potem może być za późno na odwrót. 

wtorek, 27 stycznia 2009

2.


Jak przechodzę od klasy do klasy. To na szkolnych korytarzach widzę różne rzeczy. Ludzi pod sklepikiem którzy próbują coś ,,pożyczyć”, chociaż i tak nie mają zamiaru nigdy oddać, ludzi siedzących pod klasami, którzy się uczą, ludzi siedzących na ławkach i rozmawiających o czymś. Czasami też niektórzy mnie zaczepiają, proszą o coś, czy pytają. Nie jestem osobom jakąś tam wielce znaną, ale nie jestem też szarą myszką i nie mogę narzekać na brak znajomości w szkole, ale wracając do tematu. Jednak najczęściej na szkolnych korytarzach widuję zakochane pary. Pary idące gdzieś za rękę, siedzące na ławkach, przytulając, czy nawet całujące się. Czasami jak tak się zastanawiam, to zazdroszczę takim parą. Zawsze mają do kogo się przytulić z kim szczerze porozmawiać, czy nawet po prostu pobyć na przerwach. Oczywiście nie mówię, że nie mam z kim ,,być” na przerwach, bo mogę „być” ze swoją klasą, z kuzynką, czy nawet czasami z inna klasą, ale takie bycie ze swoją miłością, z kimś kogo się kocha, kogo darzy się czymś większym, to co innego niż siedzenie pod klasą i rozmawianie z koleżankami. Chociaż chodzenie z kimś nie polega na trzymaniu się razem na szkolnych przerwach, to jednak jest to coś miłego.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

1.


Rodzice.
Bywają okropni, cały czas nas kontrolują i czepiają się o byle głupstwo. Ale są też tacy, którzy o nic nie pytają, ktoś wraca do domu mówi, że dostał którąś tam z kolei jedynkę, a oni mówią „Jedna jedynka w tą czy w tą” a my się cieszymy, że są tacy wyluzowani. Ale to, że rodzice nas kontrolują i czepiają się o każdą gorszą ocenę świadczy o ich miłości. Chcą, abyśmy mieli w życiu jak najlepiej, abyśmy zdobyli dobry zawód. Mój tata zabrał mi telefon, ograniczył komputer i wychodzenie z domu, a teraz nie pozwoli jechać na wycieczkę z inna klasą. I to tylko dlatego, że uważa, że się nie uczę. Ale ja uważam, ze moje oceny są w miarę dobre. Nie są najlepsze, ale nie są też najgorsze. Tylko, że mój tata nie patrzy na to, jakie mogłabym mieć gorsze oceny, jak niektórzy moi znajomi, tylko na to jakie mogłabym mieć lepsze. Tylko, że niektórzy uczą się lepiej, a inni gorzej i nie chodzi tu nawet o to, że ja siedzę więcej przy komputerze niż np. M, bo siedzimy miej więcej tyle samo i uczymy się też tyle samo, ale ja żeby mieć oceny takie jak ona musiałabym zarywać każdą noc. Tylko mój tata tego nie rozumie, on uważa,  że powinnam się uczyć, jak np. moja sąsiadka A, która ma same 4 i 5, a nie zwraca uwagi na to, że A, po prostu uczy się szybciej niż ja i lepiej zapamiętuje materiał. Wiem, że tata robi to, aby w przyszłości żyło mi się lepiej, żebym miała wykształcenie i dobrze zarabiała. I ja też tego chcę, ale nie mogę przecież całymi dniami siedzieć nad książkami i nie robić nic innego, bo tak wykitować idzie. Ostatnio uczyłam się WOSu i chociaż uczyłam się 3 w nocy, to i tak z odpowiedzi dostałam 4+. Uczyłam się od godziny 20, ale to nie moja wina, że zapamiętuję i uczę się w takim tempie, a nie innym. I niektórzy rodzice powinni to zrozumieć, bo wiem, ze nie tylko moi tacy są.