piątek, 8 stycznia 2010

27.


Mam ostatnio chwile załamania. Bywa, że robię sobie kanapkę,a nagle mam ochotę skulić się w kącie i zacząć płakać. Wczoraj tak miałam.Wcześniej przez jakiś czas miała doła, z którego jak się okazało, bardzo trudnojest mi wyjść. Dzisiaj się udało, jednak trzymałam się tylko jedną ręką, a mamaprzydepnęła mi drugą i znowu wpadałam na samo dno. Jednak, szybko udało mi siępodnieść. Sms od kuzynki sprawił, że byłam już w połowie drogi do wyjścia.Wyjście z dołka polega u mnie na tym, że bardzo trudno jest przejść początekdrogi, później jest łatwo, a pod koniec znowu pojawiają się przeszkody, nawetnajmniejsza, może sprawić, że znowu upadnę. Teraz byłam na drugim etapie,jednak znowu spadłam i jak na razie bardzo trudno jest mi się podnieść. Nie bardzowiem, jak się do tego podnoszenia zabrać. Wystarczyłoby popisać sms’y z B. ijuż by mi się humor poprawił, jednak kasy na koncie brak ;/.
W ogóle jakoś tak dziwnie ostatnio jest, jedne rzeczy sięnaprawiają inne jebią. Chyba muszę dbać o obie, żeby nie zjebała się żadna, bowiem też, że jak się zjebie jedna, to druga może się zjebać bardzo szybko.Wystarczy trochę alkoholu… Nie chcę wracać do tamtych chwil, nienawidzęwspomnień, najchętniej bym to wymazała z pamięci, bo mimo, że wydarzyło się toprawie 2 miesiące temu, ślad jest jeszcze bardzo trwały. Zostawiło to na mniejakieś ‘piętno’. Nie chcę, żeby tak było.

I jak zawsze, jak nie potrafię się podnieść po ponownymwpadnięciu w dół, zapewne użyję żyletki… Nie potrafię inaczej, to mi pomaga,jednak wiem, że na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem, zbyt wiele śladówna sobie zostawia.
Jednak tak sobie (nie)radzę z problemami.

sobota, 2 stycznia 2010

26.


Ogólnie rzecz biorąc, to jest zaje.biście ^^.

Sylwester z początku był do dupy. Miałam siedzieć sama z tatą i bratem, bo mama w pracy, ale wyszło na to, że Młody idzie sobie do kolegi i tata po niego idzie po północy. No i siedziałam sama z tatą. Do godziny 00.01 graliśmy, potem ja wyszłam u siebie w pokoju na balkon, a on poszedł po Młodego. Popłakałam się. Nie chciałam tak spędzać sylwestra, na pewno nie tak to sobie wyobrażałam. Po zmarznięciu na balkonie weszłam do domu i napisałam do B. życzenia. Już po 5 minutach szczerzyłam się do telefonu i teraz jest tak co wieczór ;].

Niby mam karę do końca roku szkolnego na wychodzenie, ale mamusia za dobre sprawowanie pozwala mi już wychodzić.

M. dostała pieska! Taki malutki jest i brązowiutki jest xd. Ja też pojechałam po drugiego pieska wczoraj. Rasy owczarek podhalański. Fado się wabi ^^. Jest taki maleńki (taki kloc, że unieść go nie idzie xd) i taki fajtłapowaty, że idzie i potrafi się przewrócić. Prawie 5 kilo waży, przed chwilą się ważyłam, najpierw sama, potem z nim (swojej wagi nie podam xd) i wychodzi na to, że on waży 4.8 kg, Nodi 3.5 kg, a Blusia (to jest już kot ;]) 3.3 kg xd.
Ech, jakie to słodkie, podawać wagę swoich zwierzaków, jeszcze chomika mi tu brakuje. Znaczy chomika mam, tylko jego wagi nie znam xd. Młody się zważył, to już 30 kg waży ;o.

Palec sobie dzisiaj rozcięłam :(. Bo kroiłam sobie bagietke i ukroiłam sobie palec i mnie teraz szczypie.
I mam chyba uczulenie na żel pod prysznic, bo ostatnio jak się kąpałam, to mnie potem całe ciało swędziało, a teraz się umyłam innym i jest git ;].

W ogóle jakoś mi się układa ostatnio, jak tak będzie cały rok, to na kolanach to Rzymu pójdę! ;d
(M., ty chyba wiesz o co mi chodzi)

Jutro caaaały dzień będę musiała się uczyć. Blee… ;/. Ale za to w pon zobaczę B.! Nie widziałam go od… 22 grudnia. O.o kurna! ;o

Oto nadszedł koniec mojego osobistego monologu.
Kocham Cię M. ;*