środa, 10 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
68.
Nie wiem co robić. Wszystko miesza mi się jeszcze bardziej.
A pomyśleć, że to wszystko przez jeden pieprzony sen.
A pomyśleć, że to wszystko przez jeden pieprzony sen.
czwartek, 4 lipca 2013
67.
Niewiele spędzam czasu w domu. Pół tygodnia tutaj, pół tam. Jestem tym trochę zmęczona, ale szczęśliwa i zadowolona. Lubię spędzać czas z przyjaciółmi, nawet jeśli siedzimy gapiąc się bezczynnie każdy w swój telefon. Razem raźniej, nawet jeśli chodzi o nudę. Wyszłam wczoraj o godzinie 7 z domu, a wróciłam zaledwie 1,5 godziny temu. Spakowałam kilka potrzebnych rzeczy i pojechałam do M. Jej mama już się nie orientuje, kiedy ja nocuję, a kiedy nie. Wczoraj myślała, że spałam, a ja po prostu wcześnie przyjechałam. Umówiliśmy się ze znajomymi, że podjadą po nas o 11 i jedziemy nad jezioro, gdzie inni znajomi mieli wynajęty domek. Siedzieliśmy na plaży, kąpaliśmy się, skakaliśmy z pomostu, zrobiliśmy grilla, graliśmy w karty. Totalny chillout. Gdy usiadłam na ławce i czekałam, aż zrobi mi się jedzenie, zrozumiałam jak bardzo tego potrzebowałam. Była nas łącznie dziesiątka i było sporo śmiechu i zabawy. Dzisiaj też pojechaliśmy, jednak było nas mniej, a trzech znajomych dojechało później W pewnym momencie złapała nas tak wichura i grad, że nie mieliśmy wyjścia i poszliśmy usiąść przy domku. Do środka wejść nie mogliśmy, bo właściciel był taki, że musielibyśmy zapłacić za całą dobę, nawet jeśli siedzielibyśmy zaledwie pół godziny. W końcu chłopacy stwierdzili, że wracamy i się zaczęli przebierać. W momencie gdy skończyli burza praktycznie minęła, ale nie chcieli kręcić, więc wsiedliśmy w auto i wróciliśmy. Poprosiłam ich, żeby mnie podwieźli, a oni postanowili, że wjedziemy zobaczyć jeszcze nad jezioro niedaleko mnie. Ja zamierzałam się kąpać, ale oni są straaasznie wybredni. Woda jest bardzo czysta, nawet bardziej niż nad jeziorem nad którym byliśmy wcześniej, ale o bokach plaży rosną różnego rodzaju rośliny, więc stwierdzili, że oni nie wchodzą. Gorzej niż baby. Odwieźli mnie do domu, a ja zaczęłam sprzątać. Na początku się ucieszyłam, że będę miała chwilę odpoczynku, ale już chcę tam wracać. Jednak tata ostatnio zaczyna się czepiać, więc stwierdziłam, ze jutro posiedzę w domu, a w weekend jeszcze pojadę z nimi, jeśli będą gdzieś jechać. Z tym, że wtedy wrócę do domu na noc. Niech się cieszą. Nawet mama z Szwajcarii się trochę sapie. Ale mimo wszystko jest pięknie.
A w tym wszystkim brakuje mi tylko tego, że J. z nami nie jeździ, bo pracuje. Chcę spędzać z nim czas. Nawet jeśli nadal nie wiem o co mi chodzi, ani czego chcę. Lubię, gdy jest blisko, nawet jeśli nie jest dla mnie. I chyba o to w tym chodzi, prawda? Dlatego nie mogę odpuścić sobie weekendu, nie mogę. Chcę, żeby on też był. Chyba naprawdę chcę, ale cholernie się boję. Zaangażowania, zranienia i sama nie wiem czego jeszcze. I to nadal nie jest to samo. Chciałabym czuć to, co czułam. Albo nawet bardziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

