piątek, 24 grudnia 2010

46.


Mam już dość tych świąt. Reszta kiedy indziej.

Wesołych świąt i smacznego jajka! ;*

poniedziałek, 20 grudnia 2010

45.


Odnoszę dziwne wrażenie, że mój ostatni rok w gimnazjum, będzie najlepszym rokiem nauki, jaki do tej pory przeżyłam. To co się teraz dzieje jest niesamowite. Dzięki jednemu nauczycielowi, ja i moi przyjaciele zdobyliśmy nową pasję, która mam nadzieję utrzyma nam się bardzo długo i może dzięki niej nadal będzie spędzać razem czas, nawet już po odejściu do innych szkół.
Zawsze chciałam mieć jakąś pasję. Taką, w którą będę wkładała całe swoje serce. I jeszcze do tej pory nie miałam żadnej, jednak wiem, że to jest coś co kocham. Dzięki panu Taternikowi poznałam wspinaczkę. To jest to, co mnie kręci, co chcę robić. Moje hobby, pasja. Na ściance wspinaczkowej pierwszy raz byłam wczoraj. Jednak wiem, że to jest to co chcę robić. Coś co pokochałam od pierwszego wejścia, od pierwszego asekurowania, od pierwszego udanego zawiązania liny i poprawnego użycia gri-gri.
Jednak na razie spełnianie się w tej dziedzinie nie jest łatwe, ponieważ ścianka na którą jeżdżę znajduje się 125km od mojego miasta i sam koszt paliwa dużo wynosi. Jak na razie wyjazdy będą, mam nadzieję, raz w miesiącu, lub częściej. Ale wniosek o powstanie ścianki w moim mieście jest już napisany. Teraz wraz z przyjaciółmi zbieramy podpisy ludzi, którzy chcą, aby coś takiego u nas powstało. Ścianka ma powstać na Sali gimnastycznej przy szkole mojej i podstawówce obok. Dyrektorzy obu szkół nie mają nic przeciwko, są nawet w społecznej inicjatywie na rzecz budowy ścianki, tak samo jak jeden wuefista z podstawówki i jeden z gimnazjum i nasza ósemka, która zaangażowała się w to. Ścianka ma być darmowa. Taternik powiedział, że nie chce, aby to była instytucja komercyjna. Uda nam się. Wierzę w to. W trakcie wakacji powstanie to, na co czekam, a już we wrześniu będę mogła z tego korzystać. Ja i moi przyjaciele, z którymi utrzymam kontakt dzięki wspólnej pasji.
Będziemy wielcy. Będziemy robili coś co kochamy i będziemy robili to wspólnie. O tą ściankę będę walczyć do samego końca. I wiem, że nie będę w tym sama. Żałuję tylko, że tak późno poznałam Taternika i wspinaczkę.

Istnieją bowiem rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.

P.S. Dzisiaj bolą mnie wszystkie mięśnie powyżej pasa, ale uważam, że warto było.

sobota, 18 grudnia 2010

44.


Postanowiłam, że wrócę. Baaardzo dawno mnie nie było, jednak to nie z mojej winy! Nie było mnie, ponieważ na tym zadupiu na które się przeprowadziłam nie było baaardzo długo Internetu. Ale zacznijmy od początku.

Początek roku szkolnego zaczął się tak niedawno, a już minęło pół roku. Nim się obejrzę będę przygotowywała się do testów gimnazjalnych, a potem ostatnie wakacje spędzała z moją klasą. Nie wyobrażam sobie rozstania z niektórymi osobami. Jesteśmy ze sobą już 9 lat i uważam, że jesteśmy niesamowicie zgrani. Rzadko, naprawdę rzadko trafia się na taką wspaniałą klasę. Koniec roku na pewno nie obędzie się bez łez.  

Ogólnie rok szkolny mija mi niesamowicie szybko. Jestem w miarę zadowolona ze swoich ocen, jednak nad kilkoma przedmiotami muszę jeszcze popracować, ale da się to zrobić ;].

Święta tuż tuż. Już za tydzień wigilia, a ja z mamą jeszcze nic nie zaczęłyśmy szykować. Nic nie jest posprzątane, żadne zakupy nie są zrobione, ani nic. Jako, że w tym roku wigilia odbywa się u nas jest dużo więcej roboty niż zwykle, bo zazwyczaj wystarczyło pomóc babci trochę, a teraz wszystko robimy z mamą same. Szczerze mówiąc, to cieszę się, ponieważ co wigilię jeździmy do babci, przez co nie spędzam świąt z kuzynką, ponieważ ona jeździ do drugiej babci. Mam nadzieję tylko, że święta nie spieprzą się z powodu jakiejś kłótni, lub choroby dziadka, która ostatnio znowu daje się we znaki. Ale o tym nie dzisiaj.

Ostatnio jest u mnie ciężko z kasą (tak właściwie, to nie mam jej w ogóle), więc postanowiłam nie kupować prezentów. Jedynie dla Młodego będę miała, ponieważ M. da mi piórnik, który wypełnię po brzegi lizakami. A wracając do braku pieniędzy, szukam sobie od jakiegoś czasu pracy. Przeglądam ogłoszenia na stronie regionalnej i ostatnio nawet coś znalazłam, jednak po zadzwonieniu, okazało się, że ogłoszenie jest już nieaktualne. Byłam wściekła, bo pieniądze są mi potrzebne, a myślę, że ta robota nie byłaby aż taka ciężka, a w miarę dobrze płatna, zważając na mój wiek.

Ogólnie rzecz biorąc, to miałam postanowienie na adwent, żeby więcej czytać. I owszem czytam, ale blogów, a nie książek. Jednak mam nadzieję, że w ciągu przerwy świątecznej uda mi się dokończyć 2 książki, które zaczęłam i przez które ostatnio przejść nie mogę i przeczytać 2 inne. Jedna z nich jest naprawdę ciężka, jednak jest to filozofia mojego ukochanego serialu, a mianowicie ‘Dr.House’ <3. Ostatnio nawet się w nią wciągnęłam, jednak przy czytaniu jej nie mogę być zmęczona, bo inaczej nic nie zrozumiem.

Mówiąc szczerze ostatnio nie jest ze mną najlepiej. Było źle, ułożyło się i znowu jest źle. Czasami po prostu czuję się jak to piąte koło u wozu. Czekam tylko na jednego smsa, jednak wydaje się, że nie jestem potrzebna. Jestem tylko wtedy, gdy ktoś ma problem, a nie ma się komu wyżalić. Nie mam nic przeciwko jeśli ktoś chce popłakać w moje ramię, jednak ostatnio tak naprawdę mnie nie ma. Raz na jakiś czas, gdy się komuś o mnie przypomni, wtedy zaistnieję, lecz tylko na pięć minut. To, mimo wszystko boli.

Ostatnio zaczęłam też coraz częściej myśleć o B. Jako, że prawie rok temu wszystko zaczęło się układać (tj. zaczęliśmy ze sobą rozmawiać). Teraz wspominam to, co było. Mam jeszcze smsy od niego i nie zamierzam ich usuwać. Mam też jedno nasze wspólne zdjęcie. Je także pozostawię. Uświadomiłam sobie, że nie chcę o Nim zapomnieć. Był pierwszą osobą, którą obdarzyłam takim mocnym uczuciem i te chwile warto zapamiętać, bo niedługo, gdy już zapomnę o wszystkich przykrościach, będą to miłe wspomnienia. Na razie nadal mnie boli. Nieraz ludziom się wydaję, że jak się z daną osobą nie widuje, to łatwiej zapomnieć. Gówno prawda. Widuję go raz na miesiąc, lub rzadziej, a nadal pamiętam i nadal boli tak samo. Gdy go widzę, wszystko dookoła na chwilę staje, aż serce ściska. To jest trudne, jednak wiem, że w końcu będzie dobrze.

Ewidentnie zaczyna mi czegoś brakować.

P.S. Notka pisana wczoraj, jednak nie opublikowana z powodu braku Internetu.

P.S.2 Widziałam go dzisiaj. Przechodzą przez sklep, spostrzegłam, że siedzi na ławce z jakimś kolegą. Ścisnęło mnie w sercu, jednak tylko przyspieszyłam kroku i wyszłam przed sklep, gdzie czekałam, aż tata po mnie przyjedzie. Jednak zanim przyjechał B. wyszedł ze sklepu. Patrzyliśmy sobie w oczy. To nie było krótkie zerknięcie, jak zazwyczaj, tylko zatrzymał się na chwilę i patrzył mi w oczy, po chwili kolega klepnął go w ramię, więc B odwrócił wzrok i odszedł.
Odszedł. Bez słowa. Po prostu odszedł.
Nie wiem na co liczyłam. Głupia jestem i tyle. Myślałam, że powoli mi przechodzi, jednak gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju zaczęłam płakać. A miałam nadzieję, że to już za mną.
Nadzieja matka głupich.

niedziela, 20 czerwca 2010

43.


Ostatnio humor mi dopisuje bardzo. Pogoda piękna, aż się w domu siedzieć nie chce. A ten tydzień zapowiada nam się bardzo ciekawie. W poniedziałek mam ognisko u koleżanki, z okazji jej urodzin, w środę prawdopodobnie mamy ognisko ze scholii, z księdzem, w czwartek mamy ognisko klasowe, ale tylko dziewczyny, w piątek próba scholii, ma być dłuższa, a w sobotę o 12 po południu wyjeżdżamy na songs of songs i wracamy w niedzielę około 7 rano. Natomiast niedzielę mam zamiar poświęcić na odsypianie. Tydzień zapowiada się ciekawie, nie powiem, jednak wszystkie imprezy, spotkania itp. Zaczynają się pod wieczór, więc w dzień czeka mnie pakowania. Wyprowadzka tuż tuż, a jeszcze połowa rzeczy jest nie spakowana. Dzisiaj umówiłyśmy się z D., że może przyjedzie do mnie w połowie lipca na kilka nocy i będziemy ode mnie jeździć na rowerach na wiśnie. W końcu ode mnie to tylko 2 km, a stąd 7. Natomiast w 3 tygodniu lipca ksiądz organizuje półkolonie dla dzieci i dziewczyny ze scholii prawdopodobnie pójdą tam pomagać. Też będę przyjeżdżać. W prawdzie pobudka czeka mnie wtedy o 5, bo o 6.45 będę miała autobus, do którego będę musiała dojść 4km, więc muszę liczyć, że będzie to godzina drogi, jeśli nie będę chciała się spóźnić. Lub ewentualnie będę się zabierała z tatą, który będzie jeździł do pracy. Więc ogólnie wakacje zapowiadają mi się fajnie ;). No… nie licząc wyprowadzki, ciągłego sprzątania i siedzenia na kartonach. Jednak ta przeprowadzka ma też swoje plusy. Np. bliżej będę miała do pracy ;). Dalej do znajomych, jednak jest coś takiego jak autobus, samochód, itp., więc nie narzekam. Co dalej… zobaczymy ;).

Nadal Go Kocham…

czwartek, 27 maja 2010

42.


Takiej wycieczki  jeszcze nie było. Zajebiście w chuj! Wybrałyśmy sobie z M i O dobrą opiekunkę, naszą panią od niemieckiego, która starała się robić wszystko, żebyśmy tylko nie mieli przypału. Ogólnie jechaliśmy na doczepnego. 6 osób z naszej klasy zabrało się z klasą W. i Pani K. Jechałam ja, M, O, D, P, Ś. No i W, mimo, że jest z klasy pani K, to ona jest nasza. Ogólnie wycieczka naprawdę super. Pomijając fakt, że wszystko mnie boli od chodzenia po górach i dostałam klaustrofobii. Przez jeden głupi, mały tunel. Wrr.
***
Kilka tekstów z naszą kochaną Panią E.:

-Tylko mi nie jarać W ŚRODKU, bo jak wyczuję, to was pozabijam normalnie. – Pani E.
-A na balkonie można? - ja
-Ja nie chcę wyczuć w środku. – Pani E.

-Proszę pani, będzie czas wolny? – ja
-Nie wiem, chyba trochę będzie. – Pani E
-W.! Wzięłaś torebkę? – J
-Nie, a co? – W.
-Bo czas wolny będzie – ja
-Bo w torebce papierosy są – Pani E. ze śmiechem.
-Nieee. Nie papierosy, tylko portfel – ja
-Mnie nie przekręcicie. Ja wiem, co wy robicie, bo sama byłam w waszym wieku – Pani E.
-My wiem, że pani wie, ale pozory muszą być. – ja

-Ooo, teraz światła pogaszone i śpią, a przed chwilą do domku biegły – Pani E. ze śmiechem.
-Ja leżę, bo stałam przy oknie i myślałam, ze to pani K. idzie – M.
-No bo panie też chodzą – Pani E.
-To dobrze, że pani do nas przyszła – O.
-A ja mówiłam: siedzieć w środku – Pani E.
-Siedziałyśmy w środku… Tylko nie swojego domku – M.
I tutaj Pani E. wybuchła śmiechem xd.
-Siniaka będę miała, bo się przewróciłam na schodach jak biegłam. Prawie na P2. Wpadłam i bez butów chciałam biec, bo ktoś zadzwonił, że kontrola jest. – M.
-Ja wiem, że dzwonił, bo przy mnie dzwonili. Ja specjalnie wyszłam wcześniej, żeby was ostrzec. – Pani E.
Śmiech.
-Która w ogóle jest godzina? – Pani E.
-Przed północą – ja.
-No to zmęczone nie jesteście? – Pani E.
-Ja po tej dawce adrenaliny to mogę biec do domu i z powrotem. – M.

***

W ogóle, smutno mi, bardzo smutno, że Pani E pracuje u nas tylko na zastępstwo i w przyszłym roku szkolnym wróci do nas Pani W. (której tak nawiasem nienawidzę!). Z dziewczynami postanowiłyśmy kupić jej bukiet na koniec roku szkolnego. Za wycieczkę, naukę i w ogóle. A dzisiaj dałyśmy Pani E. laurkę rysowaną wczoraj w autokarze:
Dla Pani E…
NajZajebistszej pani pod słońcem…
Za dobrą opiekę na wyczce!
I nasze podpisy. Mówimy jej, że kartka taka postrzępiona, bo innej nie mieliśmy, a Pani E. się śmieje i mówi: i innego słownictwa też nie mieliście?

Uwielbiam ją <3 ^^

czwartek, 20 maja 2010

41.


Polskę zalało. Nie całą, ale jednak dużą część. Wiele ludzi straciło wszystko. Teraz bez pomocy innych osób nie dadzą sobie rady. Duża część społeczeństwa nie ma ubezpieczenia na dom. Jeśli tak jest, to odszkodowania nie dadzą. I co tu zrobić? Ja mam to szczęście, że mieszkam w takim mieście i w takim miejscu, że mi zalanie nie grozi. Mam to szczęście i doceniam je, bo wielu ludzi nie ma teraz dachu nad głową. No dobrze, ma. Ale jednak spanie w miejscu, które jest bezpieczne, to nie to samo co spanie we własnym domu, we własnym łóżku, pod ciepłą kołdrą. A co ze zwierzętami? Ja osobiście mam 2 psy, kota i chomika i nie wyobrażam sobie zostawić ich na pastwę losu. A zwierzęta z ZOO? Np. słonie. Co z nimi zrobić? Trzeba jak najszybciej szukać jak najlepszych rozwiązań. Dzisiaj toczyła się dyskusja, bo jakiś tam dyrektor jakiegoś tam ZOO stwierdził, że zwierzęta powystrzela. To może od razu ludzi niech powystrzelają, po co ich ewakuować? Zwierzęta można poprzewozić do innych ZOO, w miejsca, które są bezpieczne. Jestem pewna, że wiele osób zgodzi się pomóc. Bardzo współczuję ludziom, których dotknęła ta tragedia, bo to nie jest tak jak na początku mi się wydawało, 'delikatne zalanie'. Na początku myślałam, że media przesadzają, wszystko zaokrąglają. Przecież nie mogło tak po prostu zalać pół miasta. A jednak mogło. To co zobaczyłam mnie przeraziło. Szczerze współczuję osobom z tamtych rejonów, bo domyślam się, że jest to życie w ciagłym strachu, czy teraz nie nas zaleje. 

środa, 19 maja 2010

40.


Chciałam powiedzieć trochę o szkolnych wycieczkach. Otóż jakąś godzinę temu wróciłam z wycieczki do Poznania. Nie jakiejś tam super-kilkudniowej, jednak uważam, że warto było. Moim wychowawcą jest nauczyciel historii, którą naprawdę kocha, więc oczywiście trzeba było jechać na Cytadelę. Mi i M nie bardzo chciało się zwiedzać muzeum i oglądać pistolety i miniaturowe czołgi, więc, gdy tylko znalazłyśmy księgę pamiątkową, zaczęłyśmy ją przeglądać. Wpisy były przeróżne. Od wierszyków, przez bazgroły dzieci, po coś czego nie zrozumiała żadna z nas, ponieważ było to po chińsku, czy turecku. Były wpisane osoby z Chile, Holandii, Kanady, Szwecji, Rosji, Turcji, USA i Chin, czy Japonii. Następnie mieliśmy jechać do starego ZOO, co nawiasem mówiąc nie przypadło nikomu do gustu, ponieważ większość osób mówi, że nowe jest lepsze. Osobiście nie osądzam, bo w Poznaniu w ZOO nigdy nie byłam. Jednak zamiast pojechać do ZOO, wybraliśmy plan B i pojechaliśmy do kina na ,,Jak wytresować smoka". Na początku nikt nie był zadowolony z tego, że idziemy na bajkę, skoro była masa innych fajnych filmów, jednak to okazało się ciekawe. Jako, że do seansu mieliśmy 2 godziny, to mogliśmy sobie pochodzić po CH (byliśmy w Starym Browarze). Ogólnie na początku siedziałyśmy tylko w KFC, a później krążyłyśmy bez celu, aż w końcu zdecydowałyśmy, że idziemy do FLO. Wyjść z owego sklepu nie mogłyśmy. W końcu Konin to taka wieś, że u nas takich sklepów nie ma. Zakupiłam sobie takie fajne coś, co nie wiem jak opisać xd. Potem weszłyśmy do kukartki, ponieważ zobaczyłyśmy reklamę, że są przecenione kalendarze na 5 zł każdy. Wybrałam sobie taki mały z których można potem powycinać kartki. Gdy już szłyśmy na zbiórkę przed kinem, stwierdziłyśmy, że pojedziemy windą. Kilka razy zjechałyśmy na sam dół, a potem na samą górę. Zabawa była świetna! Ludzie często głupio na nas patrzyli, ale miałytśmy to gdzieś, bo w końcu nikt tam nas nie znał. Kilka razy (jakieś 6) chodziłyśmy do KFC, żeby dolać sobie napoju. Po filmie od razu wyruszliśmy do domu. Szkoda tylko, że jazda trwała tak krótko.
Uważam, że wycieczki szkolne dużo wnoszą do klasy, integrują ją, nawet jeśli kłócimy się o to kto siedzi na tyłach ^^. Chciałabym, abyśmy częściej jeździli na takie wycieczki. W tym roku z moją klasą jest już to niemożliwe, więc chciałabym, abyśmy w przyszłym roku pojechali chociaż na dwudniową.
A teraz byle do wtorku! We wtorek wyjeźdżam z inną klasą i 5 innymi osobami z mojej klasy, do Kotliny Kłodzkiej, na wycieczkę. Będziemy nocować w domkach w Radkowie, a na dodatek naszym opiekunem zostaje pani, którą uwielbiamy. Mam tylko nadzieję, że nie odwołają jej z powodu zalania. 

piątek, 14 maja 2010

39.


Nie potrafię opisać tego, jak teraz się czuję. Jestem zła, rozgniewana, zdenerwowana, zirytowana. Nie wiem, jak On może tak mówić. Wiem, że nadal mi na Nim zależy. Jestem tego pewna. Jednak co do głębszych uczuć do Niego mam sprzeczne odczucia. Kocha trawę i to się nie zmieni. Jeśli tak, to On serio potrzebuje pomocy. Gdyby jej chciał to ja bym zrobiła WSZYSTKO, żeby mu pomóc. Żeby się zmienił… Może jeszcze coś się zmieni. Może.

czwartek, 6 maja 2010

37.


Otóż dnia wczorajszego skończyłam 15 lat. Przez ostatni rok baaaardzo wiele się zmieniło. Między innymi zmieniło się moje podejście do życia, do nauki. Zmienili się znajomi, zmieniły się relacje z rodzicami, z bratem. Można powiedzieć, że zmieniło się prawie wszystko. Nie wiem, czy na lepsze czy może na gorsze. Miejmy nadzieję, że na lepsze. Teraz nie chcę wspominać tego co było, bo zaczynam od nowa, ot co! ;D
Tak dokładniej, to mam kilka postanowień, na moje 15 urodziny. Nie jakiś tam wielkich, ale takich dla siebie, które mam nadzieję, uda się spełnić.
Po 1. Wiem, że w tym roku już za bardzo z ocenami się nie wyciągnę, jednak chciałabym mieć lepsze niż na półrocze, a w przyszłym roku szkolnym, biorę się ostro do nauki. W końcu do liceum trzeba się dostać ^^.
Po 2. Chcę zdobyć zaufanie rodziców na tyle, żeby pozwalali mi na więcej (a już szczególnie w wakacje). Muszę się pilnować, żeby do, i w trakcie wakacji nie mieć żadnego przypału!
Po 3. Muszę zacząć sobie lepiej wybierać chłopaków, bo ostatni dwaj to debile. Mam nadzieję, że kolejny nie będzie takim dzieciakiem jakim był B.
Dobra. Z tym na razie koniec. 3 postanowienia wystarczą, a to i tak dużo jak na mnie. No i chcę poprawić swoją kondycję, ale to już nie jest do tych najważniejszych postanowień, więc się aż tak bardzo nie liczy xd.

Tak nawiasem. Muszę to napisać, żeby poukładać sobie w głowie parę spraw.
Mam cholerny mętlik w głowie i wiele pytań. Do niej, do niego i do samej siebie. Mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego nic głupiego, żeby NICZYJE uczucia nie zostały zranione. Muszę przemyśleć, na razie przeczekać aż się ułoży, a jak się nie ułoży, to dopiero zacząć coś robić. Byle nie za wcześnie.

wtorek, 27 kwietnia 2010

36.


Dzisiaj chciałabym powiedzieć o obowiązkach. Każdy na pewno ma jakieś i nie uwierzę, że jest ktoś, kto w domu nie musi w niczym pomagać. Ja, gdy byłam młodsza zajmowałam się wypakowywaniem zmywarki oraz sprzątaniem swojego pokoju. Później jeszcze doszło sprzątanie łazienki, a czasami zwykle odkurzenie w pokoju brata. Jednak odkąd mama poszła na kurs pielęgniarski, który jest jej potrzebny w pracy i musi go ukończyć, lista moich obowiązków stała się nieco obszerniejsza.
Od jakiegoś czasu do co sobotniego sprzątania łazienki i swojego pokoju, oraz codziennego wypakowywania zmywarki, doszło mi jeszcze zajmowanie się bratem, ponieważ mama oprócz kursu pracuje, a tata po pracy jeździ na budowę. Mówiąc zajmowanie się bratem mam na myśli odrobienie z nim lekcji zajęcie go czymś, chociaż zazwyczaj jest to telewizja, komputer, lub gra na konsoli, bo na dwór on nie zawsze chce wychodzić, to mimo wszystko próbuję z nim grać w różne planszowe gry dość często, a mam też swoje lekcje i zajęcia.
Muszę też zajmować się praniem. Ja je składam i wieszam i ostatnio coraz częściej to ja je wstawiam.
Sprzątam także kuchnie. Już nie tylko wypakowywuję zmywarkę, ale także sprzątam ten bałagan, który jest z poprzedniego wieczoru, lub tego dnia rano.
Robię obiady. Zależy co. Zazwyczaj polega to na tym, że mama robi dzień wcześniej, lub w weekend obiady na kilka dni, wstawia do lodówki, a ja mam to odgrzać i obrać i ugotować ziemniaki, lecz zdarza się też, że to ja muszę upiec mięso i zrobić całą resztę. Albo po prostu obiadu w domu nie ma i musimy zadowolić się parówkami, czy tostami.  Sama obiady robię rzadko, jednak samo obranie i ugotowanie ziemniaków, to już jest połowa.
Tak, ja wiem. Mama dużo pracuje, jeszcze chodzi na ten kurs i mówi, że ma dużo nauki, bo niedługo ma test. Ale dlaczego ja do jasnej chol.ery ani razu nie widziałam, żeby ona się uczyła?! Wiem, że ma dużo na głowie, tylko, że ona wraca po pracy z domu i od razu siada do komputera i czyta o budowie. Tak, tak, przecież jest dom w budowie, zostały 2 miesiące trzeba się szybko za to wziąć, ależ ja jestem wyrodną córką. Tylko nie można siedzieć przy komputerze po 3 godziny dziennie. Nawet ja tyle nie siedzę. Wiem, że wraca zmęczona i nic już jej się nie chce po pracy, ale ciągle ma do mnie pretensje, że czegoś nie zrobiłam. Ja mam na dzień powiedziane co mam zrobić i to zrobię, to o której godzinie, to już moja sprawa! Ja to robię, ja sprzątam, ja zajmuję się bratem, dla którego oni nie mają w ogóle czasu. Rodzice zamiast usiąść z nim, pograć w jakąś grę, to idą sobie do komputera lub przed telewizję. Jest gadanina, że jeszcze dzisiaj nie siedzieli, zmęczeni są i w ogóle, ale ich życie jest ciężkie. Ale grając w grę planszową nie muszą stać i mogą tak spędzić wolny czas, ze swoim synem! Dzisiaj Młody chciał, żeby tata ułożył z nim tor dla jakiś samochodów. Młody rzadko bawi się zabawkami, bo większość czasu spędza przed ekranem, czy to telewizora, czy komputera i była to dobra okazja do zajęcia go czymś innym. Ale tata się położył i spał, bo czekał na kogoś tam. Tylko, że ten ktoś tam przyjechał po ponad godzinie, więc tata mógł ten czas spędzić z M.  (Młodym)!
To ja spędzam większość czasu z nim. Ostatnio musieli gdzieś tam jechać i to ja z nim miałam zostać, więc wzięłam go ze sobą do CH, bo poniekąd ja także jestem uziemiona. Wcześniej wzięłam go ze sobą do kolegi, bo chciałam wyjść, a rodziców nie było.
Nie potrafię, nie mogę i nie chcę wykonywać za nich ich obowiązków. Do nich należy wychowanie syna, nie do mnie. Do mamy należy zrobienie tacie kolacji, gdy wraca zmęczony z budowy. Oczywiście, nie mówię, że ja mu kolacji nie mogę zrobić, tylko, że to ja jestem osobą, która czeka aż przyjedzie, żeby zrobić mu jeść. A mama leży sobie w łóżku. Może i miała dzisiaj w pracy ciężki dzień. Ale w takim razie do chol.ery niech idzie spać, a nie siedzi przy komputerze!
Ja nadal jestem dzieckiem i chcę trochę wolności i swobody, a nie siedzieć w domu i robić to co powinni robić rodzice. Mam też swoje zajęcia, lekcje do odrobienia i swoich znajomych.
Pomagam im i nie mówię, że przestanę, ale liczę na coś w zamian. Więcej zrozumienia, więcej swobody (o tym pisałam w poprzedniej notce).

Dobra, wygadałam się i idę spać. Kolorowych ;*

P.S. No kurde popłakałam się pisząc to!
P.S.2 Notka była pisana wczoraj wieczorem, więc mogą być drobne błędy.

czwartek, 22 kwietnia 2010

35.


Zastanawiałam się ostatnio nad tym, że rodzice dają mi za mało swobody. Tak, wiem, wiem. Pewnie większość nastolatków tak mówi, jednak, to jest prawda. Gdy moi znajomi mają czas do 22 – 22.30, ja o 20, CZASAMI 21 mam być w domu. Ostatnio na urodzinach mojego kolegi wszyscy (prócz jednej osoby) miały czas do 23, a ja o 21 miałam być w domu! Wiem, że rodzice robią to dla mojego dobra, jednak , powinni mi trochę odpuścić. Nie mam 10 lat!
Mama cały czas powtarza, że jak będę miała lepsze oceny, to ojciec na pewno da mi dużej czas. Tyle, że ja wcale nie mam złych ocen. Nie mówię, że są jakieś super i ekstra, ale nie są to 2 i 1 jak większości osób z mojej klasy. Wiem, że mogłabym mieć lepsze oceny niż mam, jednak jak to już ze mną bywa, jestem leniwa i nie chce mi się. Staram się. I szczerze mówiąc, mogłabym im obiecać, że nie będę miała żadnej 3, jak mi tylko odpuszczą historię i WOS, z którego miałabym 2. Ale nie. Jak myślę o nauce na te przedmioty, to niedobrze mi się robi. Od razu odechciewa mi się nauki. Nawet gdy mogę się uczyć na inny przedmiot, to po prostu tego nie robie, bo cały czas myślę o tej jeb**ej historii! Darzę ten przedmiot szczerą nienawiścią. W szkole podstawowej za każdym razem ledwo wyciągałam się na 4, to jak ja niby teraz mam się wyciągnąć na 3?! Teraz jest 10 razy gorzej i coraz słabiej daje sobie radę. Jednak nie mogę się poddawać, w końcu jestem zdolna… ale leniwa, jak większość osób twierdzi. I myślę, że nie jedna osoba tak ma, tylko nie wszyscy tak szybko się uczą, a po prostu NIKOMU nie chcę się siedzieć całymi dniami przy książkach (chociaż chodzi mi jedynie o te książki szkolne, bo jeśli chodzi o inne, to czytam bardzo chętnie).
Skoro już przeszłam do książek… Są osoby w mojej klasie, które książek nienawidzą, uważają, że osoby, które czytają są dziwne. Nie rozumiem takiego podejścia. Wydaje mi się, że te osoby tak naprawdę nigdy nie spotkały się z książką na dłuższą metę, nie przeczytały od deski do deski i nie próbowały się w nią wciągnąć. Zapewne czytały tylko co niektóre lektury, które do przyjemnych nie zawsze należą. Tak więc tym, którzy nie lubią czytać książek proponuje wybrać sobie o tematyce która mogłaby ich zainteresować i próbować wczuć w tę książkę. Wtedy dostrzeże się jej piękno.

wtorek, 23 marca 2010

34.


Pokłóciłam się z mamą. Poszarpałyśmy się, powrzeszczałyśmy na siebie. Wpadłam w histerię. Płakałam trzęsłam się. Wzięłam tabletki uspokajające. Raz, dwa, trzy, cztery... siedem. I przeciwbólowe. Trzy. Uspokoiłam się. Zobaczymy co będzie dalej.

sobota, 13 marca 2010

33.


W tamtym roku, babcia miała mi zapłacić za kolonie. Tata jednak nie wyraził zgody, abym jechała, bo uważał, że mam zle oceny. Nie były najlepsze, jednak nie byly też najgorsze. Po namowach zgodził się, tylko dlatego, że obiecalam w tym roku mieć lepsze (tj. dwie tróje i nic poniżej). Ale tylko się zgodził! Kolonie opłacała babcia. W tym roku, jak rozmawiałam z mamą o koloniach, to ona twierdzi, że tata mi nie zaplaci. Jeśli ma mi nie zapłacić za kolonie, to niby po co mam się starać mieć te dobre oceny? W końcu jeśli on mi nie opłaci, to w tym roku w ogóle nie pojadę. Postanowiłam, że jeśli nie zapłaci mi za kolonie, to ja nie nie będę się starała o oceny, no bo po co? Jednak po namyśle stwierdzam, że to postanowienie jest głupie. Nie będę robiła mu na złość kosztem swoich ocen. Nie mam tera takich, jakie obiecałam mieć i na półrocze i na koniec, ale wiem, że potrafię i zrobię wszystko, żeby mieć jeszcze lepsze oceny niż obiecałam mieć! Nie dla niego. Dla siebie. Dla niego nie zrobię już nic kosztem siebie.

piątek, 12 marca 2010

32.


Dom powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem i miłością. Jednak nie zawsze tak jest. Ja nie czuję się w swoim domu bezpiecznie. Bardziej czuję się tu jak w klatce, w której muszę odsiedzieć i tylko gdy dostanę przepustkę wyjść. A jak wychodzę, to i tak cały czas myślę o tym, że jeszcze trochę i będę musiała wracać do tego miejsca. Z mamą się w miarę dogaduję. Mimo iż usłyszałam od niej parę rzeczy, których dziecko nie chciałoby nigdy usłyszeć od swojej matki, to kocham ją. Co do ojca, nie wiem. Może w głębi duszy go kocham, ale mam wrażenie, że go tylko toleruje. On jest dla mnie kimś obcym, nienawidzę przebywać w jego towarzystwie, nienawidzę siedzieć koło niego. Kłócimy się niemal naokrągło, o wszystko. Mówi bardzo dużo rzeczy. Robi mniej. Ma cały czas pretensje. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. I szczerze mówiąc nie chce, żeby mi to mówił. Nie chcę, żeby w ogóle się do mnie odzywał. Chcę, żeby zniknął. Niech pracuje 24h. Może tu chodzi po prostu o to, że się nie najlepiej dogadujemy, czasami mam ochotę uciec tam, gdzie on by mnie nie znalazł, się do mnie nie odzywał. Potrafi mnie zniszczyć. Fizycznie i psychicznie. On doprowadza mnie do szału, złości, smutku, poczucia beznadziejności. Jednym słowem: NIENAWIDZĘ GO.


P.S. Notka pisana pod wpływem impulsu, możliwe jest, że zostanie potem usunięta.

sobota, 13 lutego 2010

31.


'Plastikowy świat pełen plastikowych barbie. Popkultura dzieciaków gównem plastikowy karmi'
Karmi. Jedno jebane słowo. Przypomniało mi się jak kiedyś pisałam z B. To było jakoś niedługo przed 7 listopada. Mówił, że pije Karmi i że jak chcę, to żebym do niego przyszła, bo ma jeszcze jedno... Ja pier.dole, jedno słowo. Jedno je.bane słowo, a ja się poryczałam. Z każdym dniem tęsknie coraz bardziej.

czwartek, 11 lutego 2010

30.


Nienawidzę jak tak jest. Nienawidzę, gdy nienawidzę weekendów. A nienawidzę ich tylko dlatego, że nie mogę jego zobaczyć. Strasznie mi się wtedy dłużą i już chcę iść do szkoły. W szkole jak najszybciej chcę przerwę, a po szkole jak najszybciej chcę kolejny dzień. Nawet nie mam czym się zająć. Najchętniej bym się położyła spała i wstała dopiero następnego dnia. Dzisiaj, odkąd wróciłam ze szkoły, robię takie jedno, wielkie NIC. Nudzi mi się strasznie. Obejrzałam jeden odcinek 6 serii dr. House’a, któryś raz z kolei i wtedy przez jakiś zajęta, ale teraz już nie mam co ze sobą zrobić.  Wychodzę nawet 7.20 z domu, bo wiem, że on 7.30 już jest w szkole. Chcę go po prostu spotkać, chociażby ,minąć na korytarzu. Jutro mam lekcje na 8.55. Planuję być w szkole 7.30. Mam na jego punkcie obsesję. Gdy nie widzę, go przez jakiś czas, dostaję szału, zastanawiam się co robi, lub czy czasami o mnie pomyśli.
Mam teraz też wiele pytań w głowie. No bo skoro ze mną zerwał tylko z tego powodu, że ma problemy z prawem i ble, ble, ble, to dlaczego na dyskotece było z D. to co było? Dlaczego miał w opisie, że dyska była zaje.bista? Dlaczego nie powiedział mi tego? Dlaczego nawet na mnie nie spojrzy, gdy mnie mija?
No dobra. Spojrzy. Widzę to. Zauważam takie szczegóły, bo sama często go obserwuję. Widzę, gdy patrzy na mnie, nie długo, ale spogląda co jakiś czas, a zaraz potem odwraca wzrok. Widzę też, że czasami próbuje mnie omijać. Dlaczego?
Mnie strasznie do niego ciągnie. Chciałabym się do niego przytulić, porozmawiać z nim, chociaż stanąć obok niego! Brakuje mi jego bliskości i to bardzo. 

Dobra, wyżaliłam się. Dziękuję, dobranoc. 

środa, 10 lutego 2010

29.


Wrr... Lub jak ja to wcześniej napisałam Rww...
Kaleczna jakaś jestem ostatnio. Wczoraj jak biłam się z kolegą D., o kartkę, to przez przypadek uderzył mnie w nos. I do tej pory mnie boli! xd
Dzisiaj. Najpierw wf. Robimy rozgrzewkę. Nagle czuje jak mnie noga strasznie boli nie mogę na niej stanąć. No i leżę i najpierw wyję z bólu, apotem się sama z siebie śmieje. Poszłam do pielęgniarki. Posmarowała mi maścią i powiedziała, że to ścięgno. Później było już trochę lepiej. Później matma. M. chciała mnie uderzyć zeszytem, ja chciałam się obronić i wyje.bałam łokciem w krzesło. Ałł.
W domu. Schodzę sobie ze schodów i nagle BUM. Ale taki wielkie BUM! Źle nogę postawiłam i spadłam. Kolejne Ałł.
Mama wraca z pracy i co mi mówi? Skręcona. Muszę przez jakiś czas chodzić w bandażu elastycznym i nie ćwiczyć na wf-ie. Świetnie ;/.

Drugie wrr. Walentynki.
NIENAWIDZĘ! Tak, jestem sama.
Po co to w ogóle jest?! W tamtym roku w walentynki się upiłam i nie wróciłam na noc do domu. W tym roku wypadają w niedzielę a w poniedziałek mam karkówkę z historii. Bosko ;/.

Kolejna sprawa.
B.
Tydzień. Równy tydzień od kiedy się rozstaliśmy. Dokładnie, godzina 20.58.
Minął tydzień i dzisiaj się do mnie odezwał. Jak szłam do pielęgniarki na tym wf-ie. Widział jak utykam i zapytał co się stało.
Miałam w opisie, że kostkę skręciłam. Szczerze mówiąc. Ustawiłam taki opis, żeby widział. Żeby napisał coś. Cokolwiek. Jak zobaczyłam, że jest dostępny, to modliłam się, żeby napisał, że jestem kaleką, lub coś innego, ale żeby w ogóle napisał. I napisał! Że 'trzeba było uważać'. Z bananem na papie siedziałam. za długo ta rozmowa nie trwała. 2 wymienione zdania, ale można powiedzieć, ze był to szczyt moich marzeń.
Miałam w tymbarku kapsla z napisem: Marzenia się spełniają. I uwierzyć nie chciałam. Uwierzyć kapslowi? 

piątek, 5 lutego 2010

28.


Wrr. Ku.rwa! Ja pier.dole. No kurde nie. Zły humor mam ;/.
No bo w szkole jest wszystko fajnie i okej i mam dobry humor, a gdy przychodzi wieczór i czas na przemyślenia, to jest źle. Ehh, czasami uważam, że lepiej dla mnie byłoby nie myśleć.
A tak w ogóle, to poprawia mi humor robienie mu na złość xd. Po prostu tak fajnie jest, jak widzę, jak patrzy, jak siedzę u jakiegoś gościa na kolanach xd ;d.

Aa, głowa mnie boli, rodzice stwierdzili, że się głoduję i do tego mam bulimię, i mam imieniny! xd

Sto laaaat! Sto laaat! Padło mi na mózg, no ale cóż, zdarza się. Mam ochotę House'a obejrzeć, więc żegnam xd.


Wyszło gówno, a nie notka, no ale jakoś to przeżyję xd.

piątek, 8 stycznia 2010

27.


Mam ostatnio chwile załamania. Bywa, że robię sobie kanapkę,a nagle mam ochotę skulić się w kącie i zacząć płakać. Wczoraj tak miałam.Wcześniej przez jakiś czas miała doła, z którego jak się okazało, bardzo trudnojest mi wyjść. Dzisiaj się udało, jednak trzymałam się tylko jedną ręką, a mamaprzydepnęła mi drugą i znowu wpadałam na samo dno. Jednak, szybko udało mi siępodnieść. Sms od kuzynki sprawił, że byłam już w połowie drogi do wyjścia.Wyjście z dołka polega u mnie na tym, że bardzo trudno jest przejść początekdrogi, później jest łatwo, a pod koniec znowu pojawiają się przeszkody, nawetnajmniejsza, może sprawić, że znowu upadnę. Teraz byłam na drugim etapie,jednak znowu spadłam i jak na razie bardzo trudno jest mi się podnieść. Nie bardzowiem, jak się do tego podnoszenia zabrać. Wystarczyłoby popisać sms’y z B. ijuż by mi się humor poprawił, jednak kasy na koncie brak ;/.
W ogóle jakoś tak dziwnie ostatnio jest, jedne rzeczy sięnaprawiają inne jebią. Chyba muszę dbać o obie, żeby nie zjebała się żadna, bowiem też, że jak się zjebie jedna, to druga może się zjebać bardzo szybko.Wystarczy trochę alkoholu… Nie chcę wracać do tamtych chwil, nienawidzęwspomnień, najchętniej bym to wymazała z pamięci, bo mimo, że wydarzyło się toprawie 2 miesiące temu, ślad jest jeszcze bardzo trwały. Zostawiło to na mniejakieś ‘piętno’. Nie chcę, żeby tak było.

I jak zawsze, jak nie potrafię się podnieść po ponownymwpadnięciu w dół, zapewne użyję żyletki… Nie potrafię inaczej, to mi pomaga,jednak wiem, że na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem, zbyt wiele śladówna sobie zostawia.
Jednak tak sobie (nie)radzę z problemami.

sobota, 2 stycznia 2010

26.


Ogólnie rzecz biorąc, to jest zaje.biście ^^.

Sylwester z początku był do dupy. Miałam siedzieć sama z tatą i bratem, bo mama w pracy, ale wyszło na to, że Młody idzie sobie do kolegi i tata po niego idzie po północy. No i siedziałam sama z tatą. Do godziny 00.01 graliśmy, potem ja wyszłam u siebie w pokoju na balkon, a on poszedł po Młodego. Popłakałam się. Nie chciałam tak spędzać sylwestra, na pewno nie tak to sobie wyobrażałam. Po zmarznięciu na balkonie weszłam do domu i napisałam do B. życzenia. Już po 5 minutach szczerzyłam się do telefonu i teraz jest tak co wieczór ;].

Niby mam karę do końca roku szkolnego na wychodzenie, ale mamusia za dobre sprawowanie pozwala mi już wychodzić.

M. dostała pieska! Taki malutki jest i brązowiutki jest xd. Ja też pojechałam po drugiego pieska wczoraj. Rasy owczarek podhalański. Fado się wabi ^^. Jest taki maleńki (taki kloc, że unieść go nie idzie xd) i taki fajtłapowaty, że idzie i potrafi się przewrócić. Prawie 5 kilo waży, przed chwilą się ważyłam, najpierw sama, potem z nim (swojej wagi nie podam xd) i wychodzi na to, że on waży 4.8 kg, Nodi 3.5 kg, a Blusia (to jest już kot ;]) 3.3 kg xd.
Ech, jakie to słodkie, podawać wagę swoich zwierzaków, jeszcze chomika mi tu brakuje. Znaczy chomika mam, tylko jego wagi nie znam xd. Młody się zważył, to już 30 kg waży ;o.

Palec sobie dzisiaj rozcięłam :(. Bo kroiłam sobie bagietke i ukroiłam sobie palec i mnie teraz szczypie.
I mam chyba uczulenie na żel pod prysznic, bo ostatnio jak się kąpałam, to mnie potem całe ciało swędziało, a teraz się umyłam innym i jest git ;].

W ogóle jakoś mi się układa ostatnio, jak tak będzie cały rok, to na kolanach to Rzymu pójdę! ;d
(M., ty chyba wiesz o co mi chodzi)

Jutro caaaały dzień będę musiała się uczyć. Blee… ;/. Ale za to w pon zobaczę B.! Nie widziałam go od… 22 grudnia. O.o kurna! ;o

Oto nadszedł koniec mojego osobistego monologu.
Kocham Cię M. ;*