Cały czas u nas pada. Zamisat robić się cieplej, robi się
coraz zimniej. I powinno być coraz mniej nauki, bo to koniec roku, a jest coraz
więcej. Nie sypiam, może nie dlatego, że muszę się uczyć, ale dlatego że nie
mogę. Mam koszmary. Zasypiam na dwei godziny, po czym budzę się zalana potem i
zasnąć już nie mogę. Jestem niewyobrażalnie zmęczona, mimo iż przez ostatnie 3
dni spałąm po minimum 5 godzin. Z chęcią położyłabym się spać, ale nie mogę, bo
wiem że za 2 godziny się obudzę i będę musiała resztę nocy przesiedzieć nudząc
się. Miałam jutro pojechać z przyjaciółą M. i kolegą B. do CH, ale zupełnie
zapomniałam, że muszę od rana zając się bratem do 19, więc może oni przyjdą do
mnie. Jestem z lekka załaman, bo jutro już sobota i wiem, że tak na prawdę nie
wyjdę na dwór, ani nie zrobię nic na co mam ochotę, ponieważ będę musiałą zająć
się bratem. Tak samo nie wyjdę nigdzie w niedzielę, ponieważ będę musiałą się
uczyć na poniedziałek na sprawdzian z historii, a chciałam pojechać kupić sobie
bluzę. W piątki zawsze emanowałam radością, wychodziłam na dwór i w ogóle nie
byłam zmęczona. A dzisiaj? Dzisiaj już wytrzymać nie mogę, mimo iż byłam w
szkole tylko na 2 pierwszych lekcjach o 9, a potem byłam z M. i B., u M. byłam
do 16 i praktycznie nie robiłyśmy nic konkretnego. Jestem zmęczona, śpiąca, nie
chce mi się nic robić. Wiem, że powinnam wyjść i zrobić coś ze sobą, bo długo
to ja tak nie pociągnę i wiem, że już niedługo, jeśli się nie postaram,
przestanę w ogólę robić cokolwiek z powodu zmęczenia. Sen jest człowiekowi
potrzebny do życia, bez niego, jego mózg przestaje pracować, nie odpoczywa, po
około 72 godzinach są halucynację, a później zaniki pamięci. Ja jeszcze do tego
etapu nie doszłam, najdłużej nie spałam 60 godzin, później byłam tak
wykończona, ze spałąm niż położyłam głowę na poduszce, a dzisiaj czuję stę tak
samo jak wtedy.
Oj, cały czas marudzę, ale cóż, taka już moja natura. Teraz idę się przejść,
może krótki spacer i zimne powietrze dobrze mi zrobią.