sobota, 31 stycznia 2015

82.

Coraz częściej zdarza mi się wracać myślami do przeszłości. Nie tej zbyt dalekiej, zaledwie kilka miesięcy wstecz. Coraz częściej uświadamiam sobie jak bardzo brakuje mi tego pisania, a przede wszystkim czytania tego, co wcześniej napisane zostało. Bo mimo że teraz jest idealnie, to ja bardzo chcę pamiętać. Chcę pamiętać wszystko. Moje początki tutaj, jeszcze bez niego, odrobinka strachu. Nasze poznanie, pierwsze rozmowy. Brak zaufania z mojej strony, jeszcze większa odrobina strachu. Strachu przed zaangażowaniem. Pierwsze odczucia i uczucia. Pomieszanie z poplątaniem. Pierwszy pocałunek, a przede wszystkim pierwszy odwzajemniony pocałunek. Oczekiwanie nieoczekiwanego i mały plusik na teście ciążowym. Strach. Ogromny strach. Przed… wszystkim? Teraz już sama nie wiem przed czym. Jego czułości, gadki w które nie bardzo wierzyłam, a jednak które okazały się prawdziwe. Przyzwyczajanie się do siebie. Aż w końcu miłość. Trochę potrwało zanim to poczułam. A teraz z każdym dniem rośnie coraz bardziej. Chcę pamiętać pierwsze wspólne wyjście, trochę dla mnie nieporadne. W końcu jest moim pierwszym. Pierwszym naprawdę.
A później chcę tez pamiętać to, co się dzieje dzisiaj. Zakupy, gdy najpierw on odciąga mnie od niemowlęcych ubranek. „Bo po co. Przecież nie znamy płci. Wszystko potrzebne dostaniemy w prezencie. Daj spokój, nie kupuj za dużo.” I kolejne, gdy już się dowiedział, że będziemy mieli córkę. Upatrzenie sukieneczek, bluzeczek, spodeneczek.
„A. to jest na ponad roczne dziecko, nie ma potrzeby kupować aż tak na wyrost.”
„A. ona urodzi się w czerwcu, nie potrzebujemy polarowego kombinezonu na najmniejszy rozmiar.”
Chcę pamiętać wszystko co z związane z nim i z L. Ale chcę pamiętać też wszystko oddzielnie. Chcę mieć pamiątkę. Nie wiem, czy L. to kiedykolwiek zobaczy. Chcę pisać dla siebie. By w złych chwilach móc wrócić do tego. Choć na razie złych chwil nie mamy, bo nawet gdy mnie irytuje każdy dotyk i każdy brak dotyku. Gdy jęczę, że się źle czuję, żeby mnie zostawił. On wciąż mnie obejmuje, całuje w czoło i powtarza, że jestem jego aniołkiem, kwiatuszkiem, słoneczkiem. Powtarza jak bardzo mnie kocha, co wieczór masuje moje obolałe plecy. Co wieczór podciąga moją koszulkę i gada do L. I daje buziaka także jej. I mimo, że czasem jej nie czuje, zachwyca się każdym jej ruchem tak samo jak ja. A gdy już zasypiamy, odgarnia mi włosy z twarzy, okrywa szczelnie kołdrą i upewnia się, że nie zdrętwieję przez noc. Nawet jeśli miałoby to iść kosztem jego obolałego ramienia.
I właśnie taki jest ten mój facet :)

sobota, 24 stycznia 2015

81.

                Zdarza mi się, że wracam wolnym krokiem późnym wieczorem ze sklepu, obserwuję ludzi, jeśli chodzi o Polaków, to znam 90% żyjących na naszej dzielnicy i zastanawiam się nad ich życiem. Po chwili zaczynam zastanawiać się nad swoim. Bo ich życie polega głównie na piciu i szwędaniu się po okolicy. Chyba, że mają rodzinę, to wtedy na piciu, ale w domu lub w domu znajomych, choć też nie zawsze. Widząc ich życie, cieszę się, że nie jest to moje życie. Od niemal pół roku nie miałam alkoholu w ustach. I WCALE mi tego nie brakuje. Nie czuję, żebym musiała się czegoś wyrzekać. Ale zastanawiając się nad swoim życiem dosyć często zadaję sobie pytanie czy to jest życie którego chcę. Czy tak to miało wyglądać. Nie, zdecydowanie nie tak. Nigdy nie chciałam wracać sama z zakupów, do domu pełnego ludzi, ale pustego pokoju wielkości 2 na 2 metry. Zjadać na obiad zupki chińskiej w pośpiechu przed pracą, albo w ogóle nie zjadać śniadania, bo przecież nie ma kiedy. Na początku było super, poczułam trochę wolności, nadal tę wolność czuję, ale już jej nie chcę. Brakuje mi prania czyiś brudów, prasowania czyiś ubrania, gotowania dla kogoś obiadu lub wypróbowywania nowego przepisu na ciasteczka. Jak nie mam tego robić dla kogo, to dla samej siebie zwyczajnie mi się nie chce. Czasem nie chce mi się nawet prania wstawiać, więc idę do sklepu kupić wielopak nowych majtek, by mieć w czymś chodzić. I tak, mówię całkowicie poważnie. Choć ostatnio wszystko zmierza ku lepszemu, to obawiam się, że jeszcze co najmniej dwa miesiące pozostanę w takiej egzystencji pół na pół. Po nowym roku, jakoś odzyskałam energię. Choć czasem wciąż czuję się zmęczona, wciąż mi się nie chce, to wiem że już teraz nie idzie to tylko moim lenistwem, ale głównie tym pokojem. Jedyne co mogę zrobić stojąc na środku, to obrócić się wokół własnej osi. Nie ma mowy, o zrobieniu kroku w jedną stronę, czy w drugą. Dlatego nawet sprzątanie w nim jest mocno utrudnione. Szczególnie teraz, gdy brzuch mi trochę urósł i siedzenie na czworakach zbyt mocno uciska dziecko, które nie jest z tego powodu zbytnio zadowolone. Ale już niedługo, już niedługo. Miesiąc, maksymalnie dwa i będziemy mieć własne cztery kąty. Będę mogła urządzić po swojemu, gotować dla niego codziennie obiady, sprzątać i prać jego rzeczy. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale tak, strasznie mi tego brakuje. Takiej codziennej rutyny. I może też trochę rodziny. Tylko teraz będzie to już moja własna rodzina. Taka jaką ja stworzę. Będę wychowywała nasze dziecko i będę starać się to robić najlepiej jak potrafię. Choć wiem, że będzie ciężej niż teraz, to jednak z wielką niecierpliwością tego wyczekuję. Bo poza pracą, będą jeszcze obowiązki domowe, będzie L. i będą studia. Chociaż do tego ostatniego to jeszcze trochę zostało. Bo jeszcze przynajmniej rok, ale jeśli nie będę czuła się na siłach, by iść z półrocznym dzieckiem na studia, to nie będę się do niczego zmuszać, w końcu nie chcę zakończyć swojej kariery po miesiącu czy dwóch. Jeśli nie będę czuła się na siłach, lub po prostu nie będę chciała zostawiać córki z kimś obcym, poczekam kolejne pół roku i rozpocznę naukę, gdy L. będzie miała rok.

Podsumowując: Tak, wylądowałam w Anglii zaraz po napisaniu matury. Tak, życie potoczyło się troszkę inaczej niż tego zaplanowałam. W tym momencie zamiast myśleć o pisaniu aplikacji na studia, myślę o wyprawce. Połowa ciąży za mną. Na razie czekam, aż mój facet znajdzie dom i w końcu stworzymy normalnie funkcjonującą rodzinę. A nie będziemy jeśli tylko zimne obiady na kartonach z piwem, na zapleczu sklepu. Jak się potoczy nie wiem. Ale niczego nie żałuję. Jestem szczęśliwa.