wtorek, 23 marca 2010

34.


Pokłóciłam się z mamą. Poszarpałyśmy się, powrzeszczałyśmy na siebie. Wpadłam w histerię. Płakałam trzęsłam się. Wzięłam tabletki uspokajające. Raz, dwa, trzy, cztery... siedem. I przeciwbólowe. Trzy. Uspokoiłam się. Zobaczymy co będzie dalej.

sobota, 13 marca 2010

33.


W tamtym roku, babcia miała mi zapłacić za kolonie. Tata jednak nie wyraził zgody, abym jechała, bo uważał, że mam zle oceny. Nie były najlepsze, jednak nie byly też najgorsze. Po namowach zgodził się, tylko dlatego, że obiecalam w tym roku mieć lepsze (tj. dwie tróje i nic poniżej). Ale tylko się zgodził! Kolonie opłacała babcia. W tym roku, jak rozmawiałam z mamą o koloniach, to ona twierdzi, że tata mi nie zaplaci. Jeśli ma mi nie zapłacić za kolonie, to niby po co mam się starać mieć te dobre oceny? W końcu jeśli on mi nie opłaci, to w tym roku w ogóle nie pojadę. Postanowiłam, że jeśli nie zapłaci mi za kolonie, to ja nie nie będę się starała o oceny, no bo po co? Jednak po namyśle stwierdzam, że to postanowienie jest głupie. Nie będę robiła mu na złość kosztem swoich ocen. Nie mam tera takich, jakie obiecałam mieć i na półrocze i na koniec, ale wiem, że potrafię i zrobię wszystko, żeby mieć jeszcze lepsze oceny niż obiecałam mieć! Nie dla niego. Dla siebie. Dla niego nie zrobię już nic kosztem siebie.

piątek, 12 marca 2010

32.


Dom powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem i miłością. Jednak nie zawsze tak jest. Ja nie czuję się w swoim domu bezpiecznie. Bardziej czuję się tu jak w klatce, w której muszę odsiedzieć i tylko gdy dostanę przepustkę wyjść. A jak wychodzę, to i tak cały czas myślę o tym, że jeszcze trochę i będę musiała wracać do tego miejsca. Z mamą się w miarę dogaduję. Mimo iż usłyszałam od niej parę rzeczy, których dziecko nie chciałoby nigdy usłyszeć od swojej matki, to kocham ją. Co do ojca, nie wiem. Może w głębi duszy go kocham, ale mam wrażenie, że go tylko toleruje. On jest dla mnie kimś obcym, nienawidzę przebywać w jego towarzystwie, nienawidzę siedzieć koło niego. Kłócimy się niemal naokrągło, o wszystko. Mówi bardzo dużo rzeczy. Robi mniej. Ma cały czas pretensje. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. I szczerze mówiąc nie chce, żeby mi to mówił. Nie chcę, żeby w ogóle się do mnie odzywał. Chcę, żeby zniknął. Niech pracuje 24h. Może tu chodzi po prostu o to, że się nie najlepiej dogadujemy, czasami mam ochotę uciec tam, gdzie on by mnie nie znalazł, się do mnie nie odzywał. Potrafi mnie zniszczyć. Fizycznie i psychicznie. On doprowadza mnie do szału, złości, smutku, poczucia beznadziejności. Jednym słowem: NIENAWIDZĘ GO.


P.S. Notka pisana pod wpływem impulsu, możliwe jest, że zostanie potem usunięta.