wtorek, 27 kwietnia 2010

36.


Dzisiaj chciałabym powiedzieć o obowiązkach. Każdy na pewno ma jakieś i nie uwierzę, że jest ktoś, kto w domu nie musi w niczym pomagać. Ja, gdy byłam młodsza zajmowałam się wypakowywaniem zmywarki oraz sprzątaniem swojego pokoju. Później jeszcze doszło sprzątanie łazienki, a czasami zwykle odkurzenie w pokoju brata. Jednak odkąd mama poszła na kurs pielęgniarski, który jest jej potrzebny w pracy i musi go ukończyć, lista moich obowiązków stała się nieco obszerniejsza.
Od jakiegoś czasu do co sobotniego sprzątania łazienki i swojego pokoju, oraz codziennego wypakowywania zmywarki, doszło mi jeszcze zajmowanie się bratem, ponieważ mama oprócz kursu pracuje, a tata po pracy jeździ na budowę. Mówiąc zajmowanie się bratem mam na myśli odrobienie z nim lekcji zajęcie go czymś, chociaż zazwyczaj jest to telewizja, komputer, lub gra na konsoli, bo na dwór on nie zawsze chce wychodzić, to mimo wszystko próbuję z nim grać w różne planszowe gry dość często, a mam też swoje lekcje i zajęcia.
Muszę też zajmować się praniem. Ja je składam i wieszam i ostatnio coraz częściej to ja je wstawiam.
Sprzątam także kuchnie. Już nie tylko wypakowywuję zmywarkę, ale także sprzątam ten bałagan, który jest z poprzedniego wieczoru, lub tego dnia rano.
Robię obiady. Zależy co. Zazwyczaj polega to na tym, że mama robi dzień wcześniej, lub w weekend obiady na kilka dni, wstawia do lodówki, a ja mam to odgrzać i obrać i ugotować ziemniaki, lecz zdarza się też, że to ja muszę upiec mięso i zrobić całą resztę. Albo po prostu obiadu w domu nie ma i musimy zadowolić się parówkami, czy tostami.  Sama obiady robię rzadko, jednak samo obranie i ugotowanie ziemniaków, to już jest połowa.
Tak, ja wiem. Mama dużo pracuje, jeszcze chodzi na ten kurs i mówi, że ma dużo nauki, bo niedługo ma test. Ale dlaczego ja do jasnej chol.ery ani razu nie widziałam, żeby ona się uczyła?! Wiem, że ma dużo na głowie, tylko, że ona wraca po pracy z domu i od razu siada do komputera i czyta o budowie. Tak, tak, przecież jest dom w budowie, zostały 2 miesiące trzeba się szybko za to wziąć, ależ ja jestem wyrodną córką. Tylko nie można siedzieć przy komputerze po 3 godziny dziennie. Nawet ja tyle nie siedzę. Wiem, że wraca zmęczona i nic już jej się nie chce po pracy, ale ciągle ma do mnie pretensje, że czegoś nie zrobiłam. Ja mam na dzień powiedziane co mam zrobić i to zrobię, to o której godzinie, to już moja sprawa! Ja to robię, ja sprzątam, ja zajmuję się bratem, dla którego oni nie mają w ogóle czasu. Rodzice zamiast usiąść z nim, pograć w jakąś grę, to idą sobie do komputera lub przed telewizję. Jest gadanina, że jeszcze dzisiaj nie siedzieli, zmęczeni są i w ogóle, ale ich życie jest ciężkie. Ale grając w grę planszową nie muszą stać i mogą tak spędzić wolny czas, ze swoim synem! Dzisiaj Młody chciał, żeby tata ułożył z nim tor dla jakiś samochodów. Młody rzadko bawi się zabawkami, bo większość czasu spędza przed ekranem, czy to telewizora, czy komputera i była to dobra okazja do zajęcia go czymś innym. Ale tata się położył i spał, bo czekał na kogoś tam. Tylko, że ten ktoś tam przyjechał po ponad godzinie, więc tata mógł ten czas spędzić z M.  (Młodym)!
To ja spędzam większość czasu z nim. Ostatnio musieli gdzieś tam jechać i to ja z nim miałam zostać, więc wzięłam go ze sobą do CH, bo poniekąd ja także jestem uziemiona. Wcześniej wzięłam go ze sobą do kolegi, bo chciałam wyjść, a rodziców nie było.
Nie potrafię, nie mogę i nie chcę wykonywać za nich ich obowiązków. Do nich należy wychowanie syna, nie do mnie. Do mamy należy zrobienie tacie kolacji, gdy wraca zmęczony z budowy. Oczywiście, nie mówię, że ja mu kolacji nie mogę zrobić, tylko, że to ja jestem osobą, która czeka aż przyjedzie, żeby zrobić mu jeść. A mama leży sobie w łóżku. Może i miała dzisiaj w pracy ciężki dzień. Ale w takim razie do chol.ery niech idzie spać, a nie siedzi przy komputerze!
Ja nadal jestem dzieckiem i chcę trochę wolności i swobody, a nie siedzieć w domu i robić to co powinni robić rodzice. Mam też swoje zajęcia, lekcje do odrobienia i swoich znajomych.
Pomagam im i nie mówię, że przestanę, ale liczę na coś w zamian. Więcej zrozumienia, więcej swobody (o tym pisałam w poprzedniej notce).

Dobra, wygadałam się i idę spać. Kolorowych ;*

P.S. No kurde popłakałam się pisząc to!
P.S.2 Notka była pisana wczoraj wieczorem, więc mogą być drobne błędy.

czwartek, 22 kwietnia 2010

35.


Zastanawiałam się ostatnio nad tym, że rodzice dają mi za mało swobody. Tak, wiem, wiem. Pewnie większość nastolatków tak mówi, jednak, to jest prawda. Gdy moi znajomi mają czas do 22 – 22.30, ja o 20, CZASAMI 21 mam być w domu. Ostatnio na urodzinach mojego kolegi wszyscy (prócz jednej osoby) miały czas do 23, a ja o 21 miałam być w domu! Wiem, że rodzice robią to dla mojego dobra, jednak , powinni mi trochę odpuścić. Nie mam 10 lat!
Mama cały czas powtarza, że jak będę miała lepsze oceny, to ojciec na pewno da mi dużej czas. Tyle, że ja wcale nie mam złych ocen. Nie mówię, że są jakieś super i ekstra, ale nie są to 2 i 1 jak większości osób z mojej klasy. Wiem, że mogłabym mieć lepsze oceny niż mam, jednak jak to już ze mną bywa, jestem leniwa i nie chce mi się. Staram się. I szczerze mówiąc, mogłabym im obiecać, że nie będę miała żadnej 3, jak mi tylko odpuszczą historię i WOS, z którego miałabym 2. Ale nie. Jak myślę o nauce na te przedmioty, to niedobrze mi się robi. Od razu odechciewa mi się nauki. Nawet gdy mogę się uczyć na inny przedmiot, to po prostu tego nie robie, bo cały czas myślę o tej jeb**ej historii! Darzę ten przedmiot szczerą nienawiścią. W szkole podstawowej za każdym razem ledwo wyciągałam się na 4, to jak ja niby teraz mam się wyciągnąć na 3?! Teraz jest 10 razy gorzej i coraz słabiej daje sobie radę. Jednak nie mogę się poddawać, w końcu jestem zdolna… ale leniwa, jak większość osób twierdzi. I myślę, że nie jedna osoba tak ma, tylko nie wszyscy tak szybko się uczą, a po prostu NIKOMU nie chcę się siedzieć całymi dniami przy książkach (chociaż chodzi mi jedynie o te książki szkolne, bo jeśli chodzi o inne, to czytam bardzo chętnie).
Skoro już przeszłam do książek… Są osoby w mojej klasie, które książek nienawidzą, uważają, że osoby, które czytają są dziwne. Nie rozumiem takiego podejścia. Wydaje mi się, że te osoby tak naprawdę nigdy nie spotkały się z książką na dłuższą metę, nie przeczytały od deski do deski i nie próbowały się w nią wciągnąć. Zapewne czytały tylko co niektóre lektury, które do przyjemnych nie zawsze należą. Tak więc tym, którzy nie lubią czytać książek proponuje wybrać sobie o tematyce która mogłaby ich zainteresować i próbować wczuć w tę książkę. Wtedy dostrzeże się jej piękno.