wtorek, 15 lutego 2011

50.


I proszę, żeby mi nie zależało tak samo, jak mi zależy...

Minęły 3 dni, a ja już tęsknię...

sobota, 12 lutego 2011

49.


Zjeb.ałam. I to tak totalnie. Myślałam, że już jest wszystko super i fajnie, ale nie jest. I przyznałam D i P rację, że oszukuję sama siebie. Ale jakoś mi nie idzie. Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiam sobie, że go tracę. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że… Jemu też jeszcze trochę zależy.
Mowa o B. Nie wiem, co teraz będzie. Może lepiej, może gorzej. Mam nadzieję, że się ułoży. Wczoraj było dobrze, ale chyba trochę żałuję. Bo ja wiem, że D, to tylko przyjaciel, ale B mógł sobie pomyśleć coś więcej. Chociaż bardzo prawdopodobne, że D już mu to wytłumaczył. Nie wiem. Nie wiem już co robić. Przydałaby nam się taka poważna rozmowa, jednak obawiam się, że w trakcie niej może dojść do kłótni. Ale spróbuję. Spróbować zawsze warto.
Tracę ich powoli. I to wszystkich naraz. Myślę, że D już wszystko wytłumaczyłam, teraz pozostaje mi jeszcze B i dwie inne osoby. Nie chcę, żeby tak było, ale powoli zaczynam się zastanawiać czy to ma jakikolwiek sens. Może…powinnam całkowicie zmienić otoczenie. Może wtedy wszystko lepiej by się ułożyło. Może pora odezwać się do starych znajomych? Zaproponować spotkanie? Od jednej grupy już się odcięłam, a teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Może powinnam wrócić do tamtych, a od tych odizolować? Nienawidzę gdy tak jest. Gdy jest wiele opcji, a ja nie wiem co zrobić. Obawiam się, że kolejną noc spędzę na przemyśleniach. 


piątek, 11 lutego 2011

48.


                Mam sporo do nadrobienia. Ferie zleciały mi strasznie szybko i już w poniedziałek pora do szkoły. Mam jedno takie postanowienie. Resztę lutego(11 dni), cały marzec i cały kwiecień (11 dni, w które idziemy do szkoły) poświęcam nauce. Tylko i wyłącznie! Jak będę miała wolniejszy tydzień, wtedy w weekend wyjdę. Nic poza tym. Tylko nauka, nauka, nauka. Wiem, że dzięki temu w maju nie będę musiała nadrabiać ocen i będę mogła chodzić na ściankę ^^.
                Tak apropo ścianki. Udało nam się! Oł jee! Było już rozporządzenie budżetu (czy jak to tam się zwie) i prezydent przeznaczył pieniądze na budowę ściany. I jak się okazało. Jeśli w kwietniu pogoda będzie dopisywać, to rozpoczną budowę i już w maju będziemy się wspinać! A pod koniec maja chcemy pojechać w skały.
                Zje.bałam dzisiaj. I to tak totalnie. Ale chyba się nie dogadałam z pewną osobą i nie widziałam sensu. Po prostu. Nie miałam na to ochoty. Na nic nie miałam ochoty. Dobrze mi się leżało w objęciach przyjaciela i razem z nim oglądało film. Dobrze, jak nigdy. Nie chciałam się  stamtąd ruszać i uważam, że dobrze, że nie poszłam. I tak bylibyśmy tam tylko chwilę, bo musielibyśmy poczekać na B. Więc nie poszliśmy. I uważam, że dobrze się stało. Ups, chyba się powtarzam.
                Dobra, zupełnie wybiłam się z rytmu i nie mam już weny na pisanie. Mam tylko nadzieję, że następna notka pojawi się niebawem.
Żegnam.

P.S. Na pożegnanie powiedział ‘I nawet dzisiaj do mnie nie pisz’. Mogło chodzić o to, że ostatnio go obudziłam, ale mogło też chodzić o co innego. Nie ważne. W każdym bądź razie sam napisał. I bądź tu człowieku mądry (a może to było głupi? xd).