sobota, 12 lutego 2011

49.


Zjeb.ałam. I to tak totalnie. Myślałam, że już jest wszystko super i fajnie, ale nie jest. I przyznałam D i P rację, że oszukuję sama siebie. Ale jakoś mi nie idzie. Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiam sobie, że go tracę. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że… Jemu też jeszcze trochę zależy.
Mowa o B. Nie wiem, co teraz będzie. Może lepiej, może gorzej. Mam nadzieję, że się ułoży. Wczoraj było dobrze, ale chyba trochę żałuję. Bo ja wiem, że D, to tylko przyjaciel, ale B mógł sobie pomyśleć coś więcej. Chociaż bardzo prawdopodobne, że D już mu to wytłumaczył. Nie wiem. Nie wiem już co robić. Przydałaby nam się taka poważna rozmowa, jednak obawiam się, że w trakcie niej może dojść do kłótni. Ale spróbuję. Spróbować zawsze warto.
Tracę ich powoli. I to wszystkich naraz. Myślę, że D już wszystko wytłumaczyłam, teraz pozostaje mi jeszcze B i dwie inne osoby. Nie chcę, żeby tak było, ale powoli zaczynam się zastanawiać czy to ma jakikolwiek sens. Może…powinnam całkowicie zmienić otoczenie. Może wtedy wszystko lepiej by się ułożyło. Może pora odezwać się do starych znajomych? Zaproponować spotkanie? Od jednej grupy już się odcięłam, a teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Może powinnam wrócić do tamtych, a od tych odizolować? Nienawidzę gdy tak jest. Gdy jest wiele opcji, a ja nie wiem co zrobić. Obawiam się, że kolejną noc spędzę na przemyśleniach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz