Zjeb.ałam. I to tak totalnie. Myślałam, że już jest wszystko
super i fajnie, ale nie jest. I przyznałam D i P rację, że oszukuję sama
siebie. Ale jakoś mi nie idzie. Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiam
sobie, że go tracę. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że… Jemu też jeszcze
trochę zależy.
Mowa o B. Nie wiem, co teraz będzie. Może lepiej, może
gorzej. Mam nadzieję, że się ułoży. Wczoraj było dobrze, ale chyba trochę
żałuję. Bo ja wiem, że D, to tylko przyjaciel, ale B mógł sobie pomyśleć coś
więcej. Chociaż bardzo prawdopodobne, że D już mu to wytłumaczył. Nie wiem. Nie
wiem już co robić. Przydałaby nam się taka poważna rozmowa, jednak obawiam się,
że w trakcie niej może dojść do kłótni. Ale spróbuję. Spróbować zawsze warto.
Tracę ich powoli. I to wszystkich naraz. Myślę, że D już
wszystko wytłumaczyłam, teraz pozostaje mi jeszcze B i dwie inne osoby. Nie
chcę, żeby tak było, ale powoli zaczynam się zastanawiać czy to ma jakikolwiek
sens. Może…powinnam całkowicie zmienić otoczenie. Może wtedy wszystko lepiej by
się ułożyło. Może pora odezwać się do starych znajomych? Zaproponować
spotkanie? Od jednej grupy już się odcięłam, a teraz zastanawiam się, czy
dobrze zrobiłam. Może powinnam wrócić do tamtych, a od tych odizolować?
Nienawidzę gdy tak jest. Gdy jest wiele opcji, a ja nie wiem co zrobić. Obawiam
się, że kolejną noc spędzę na przemyśleniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz