Nienawidzę jak tak jest. Nienawidzę, gdy nienawidzę
weekendów. A nienawidzę ich tylko dlatego, że nie mogę jego zobaczyć. Strasznie
mi się wtedy dłużą i już chcę iść do szkoły. W szkole jak najszybciej chcę
przerwę, a po szkole jak najszybciej chcę kolejny dzień. Nawet nie mam czym się
zająć. Najchętniej bym się położyła spała i wstała dopiero następnego dnia.
Dzisiaj, odkąd wróciłam ze szkoły, robię takie jedno, wielkie NIC. Nudzi mi się
strasznie. Obejrzałam jeden odcinek 6 serii dr. House’a, któryś raz z kolei i
wtedy przez jakiś zajęta, ale teraz już nie mam co ze sobą zrobić. Wychodzę
nawet 7.20 z domu, bo wiem, że on 7.30 już jest w szkole. Chcę go po prostu
spotkać, chociażby ,minąć na korytarzu. Jutro mam lekcje na 8.55. Planuję być w
szkole 7.30. Mam na jego punkcie obsesję. Gdy nie widzę, go przez jakiś czas,
dostaję szału, zastanawiam się co robi, lub czy czasami o mnie pomyśli.
Mam teraz też wiele pytań w głowie. No bo skoro ze mną
zerwał tylko z tego powodu, że ma problemy z prawem i ble, ble, ble, to
dlaczego na dyskotece było z D. to co było? Dlaczego miał w opisie, że dyska
była zaje.bista? Dlaczego nie powiedział mi tego? Dlaczego nawet na mnie nie
spojrzy, gdy mnie mija?
No dobra. Spojrzy. Widzę to. Zauważam takie szczegóły, bo
sama często go obserwuję. Widzę, gdy patrzy na mnie, nie długo, ale spogląda co
jakiś czas, a zaraz potem odwraca wzrok. Widzę też, że czasami próbuje mnie
omijać. Dlaczego?
Mnie strasznie do niego ciągnie. Chciałabym się do niego
przytulić, porozmawiać z nim, chociaż stanąć obok niego! Brakuje mi jego
bliskości i to bardzo.
Dobra, wyżaliłam się. Dziękuję, dobranoc.