czwartek, 5 maja 2011

52.


                Dziś, koło godziny 15 ukończyłam szesnaście lat. Ostatnio myśląc o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku doszłam do wniosku, że tak naprawdę nic. Jednak myśląc teraz, to jednak kilka zmian zaszło. Przede wszystkim poznałam co to jest wspinaczka (<3) i przyczyniłam się do rozpoczęcia powstawania ściany wspinaczkowej w naszym mieście. Wprawdzie pierwsze założenie było, że ściana będzie już w maju, niestety wyszło, jak wyszło i prawdopodobnie będzie dopiero pod koniec lipca (jak wrócę z Bułgarii! ;D).
Drugą ważną zmianą jaka zaszła, jest kontakt z rodzicami. Dogaduję się już z nimi coraz lepiej. Wprawdzie ojciec nadal ma jakieś odpały i nie raz mnie wkurza, ale z mamą dogaduję się świetnie i mam nadzieję, że tak zostanie.
                Zmieniło się też moje miejsce zamieszkania. Od końca czerwca tamtego roku mieszkam… No cóż, mieszkam w lesie. Niby jest tu fajnie i wgl, ale to już nie to samo. Kiedyś bywało, że przychodziło do mnie na wagary około 13 osób, a teraz to już niemożliwe.
                W swoje piętnaste urodziny napisałam kilka postanowień. Jedne się spełniły, inny nie.
                „Po 1. Wiem, że w tym roku już za bardzo z ocenami się nie wyciągnę, jednak chciałabym mieć lepsze niż na półrocze, a w przyszłym roku szkolnym, biorę się ostro do nauki. W końcu do liceum trzeba się dostać ^^.”  W tamtym roku rzeczywiście nie udało mi się wyciągnąć, jednak uważam, że w tym jest lepiej. W prawdzie z polskiego prawdopodobnie będę miała tróję(a liczyłam na 5), ale to nie moja wina! Moja polonistka zaszła w ciąże i ta, która przyszła na zastępstwo chora jakaś jest. I nie tylko ja tak uważam.
                „Po 2. Chcę zdobyć zaufanie rodziców na tyle, żeby pozwalali mi na więcej (a już szczególnie w wakacje). Muszę się pilnować, żeby do, i w trakcie wakacji nie mieć żadnego przypału!”  To mi się udało w 100%. Właściwie, to nie wiem, czy w wakacje miałam pozwalane na więcej, ani czy miałam jakiś przypał, ale teraz zaufanie rodziców, w każdym bądź razie mamy, jest już odbudowane.
                „Po 3. Muszę zacząć sobie lepiej wybierać chłopaków, bo ostatni dwaj to debile. Mam nadzieję, że kolejny nie będzie takim dzieciakiem jakim był B.”To, szczerze mówiąc mi się nie udało. Dlaczego? Wszystko nadal kręci się wokół B. Tak właściwie, to odnoszę wrażenie, że to wszystko już się kończy, ale w tamtym roku, też tak myślałam, prawda?
                Z minionego roku jestem zadowolona. Niby nie zdarzyło się zbyt wiele, ale cieszę się, że minął tak, a nie inaczej. Miałam naprawdę zajeb.istego sylwestra i powtórkę sylwestra, poznałam wspaniałego człowieka, no i nie wkopałam się w żadne gówno. Oby tak dalej.
                Jako, że nie robię postanowień na nowy rok, zrobię, tak jak w tamtym roku, na urodziny. Teraz będzie ich chyba trochę więcej, ale trudno.
                1. Dostać się do liceum. Jak nie za pierwszym razem, to z odwołania. To jest teraz najważniejsze.
                2. Spędzić wspaniałe wakacje, w gronie wspaniałych osób.
                3. Wspinać się, wspinać się, wspinać się!
                4. Zaje.iście bawić się w Bułgarii! Spędzić tam jak najwięcej czasu z Przemkiem.
                5. Wyjechać raz w wakacje, w skały.
                6. Zrobić remont pokoju (ciii… mój tata jeszcze nic o tym nie wie)
                7. Iść na truskawki, a potem na wiśnie i zarobić duuuużo kasy ;d.
                8. Schudnąć przynajmniej do 50 kg.
                9. Nie zaprzestać nauki angielskiego.
                10. Przeczytać duuużo książek.
                11. Po zakończeniu gimnazjum nadal utrzymywać kontakt z poniektórymi ludźmi.
                12. Cały czas mieć dobry kontakt z rodzicami (przede wszystkim z mamą).
               
                Niby dużo, ale wszystkie takie krótkie, że jest tego tyle, co nic. Są to takie bzdety, ale dla mnie ważne i mama nadzieję, że wszystko uda mi się spełnić.

wtorek, 15 marca 2011

51.


Ostatnio zaczęłam dużo myśleć o  swojej przyszłości. Zaczęłam zastanawiać się, czy dam sobie radę. Czy w ogóle dostanę się do Liceum, czy zaaklimatyzuję się w nowej klasie, czy poradzę sobie na profilu biologiczno-chemicznym, czy po liceum dostanę się na studia i uda mi się wyjechać z tego zadupia. Boję się też o dalszą przyszłość. Boję się czy na studiach poradzę sobie z nauką i czy zdołam się utrzymać, czy w ogóle znajdę sobie pracę. A co jeśli po studiach nie znajdę pracy? Co wtedy zrobię? Boję się też, że przez to wszystko będę musiała przechodzić sama. Oczywiście, będę miała rodzinę, ona nigdy mnie nie zostawi, ale jeśli dostanę się na studia i wyjadę ze swojego miasta, to rodzina będzie daleko. A co jak nie uda mi się zaaklimatyzować wśród nowych ludzi? Wtedy będę musiała radzić sobie sama.
Życie coraz bardziej mnie przeraża. Już teraz, w wieku 16 lat boję się o to co będzie za lat 5 czy 10. Czy uda mi się ukończyć studia, czy może będę pracowała w pobliskim McDonaldzie? Nie chcę tego, boję się tego. A co po studiach? Zostać w Polsce, czy może wyjechać? Ja żałuję, że moi rodzice za młodu nie wyjechali za granicę. Dzięki temu mogłabym mieć teraz lepsze życie, mimo że mimo wszystko mam dobrze. Boję się, że źle podejmę najważniejsze w moim życiu decyzje, a potem będę ich żałować.
Wybór szkoły jest dla mnie trudny. Na profil już się zdecydowałam, ale iść do LO2, czy LO3? Które lepiej przygotuje mnie do matury? Słyszę w Okół wiele opinii. Każdy namawia mnie, abym poszła do tej szkoły do której on chodzi, a ja nie mogę się zdecydować.
Ostatnio bardzo dużo myśli po mojej głowie chodzi, wspominam coś co było rok, 2 lata temu. Ostatnio przypomniał mi się zapach jednego miejsca. I mimo, że nie przebywałam tam zbyt dużo, to zapamiętam to. Mam dobre wspomnienia z wieloma miejscami do których już nie wrócę z różnych przyczyn. Uświadomiłam sobie też, że inaczej patrzę na życie. Jeszcze 2 lata temu patrzyłam na wszystko oczami dziecka. Nie zdawałam sobie sprawy, że w moim idealnym planie cos może pójść nie tak, ale może. I tego się obawiam. Boję się przyszłości. Nie tylko tej za kilka lat, ale boję się też tej przyszłości, która będzie za miesiąc. Czy uda mi się ukończyć szkołę z dobrymi wynikami?
Mam nadzieję, że na mojej drodze nie będzie zbyt dużo przeciwności i uda mi się w przyszłości być taką osobą, jaką chcę być.

A teraz kończę pisać to chaotyczne coś, co śmiem nazwać notką i wracam do nauki historii i polskiego.
Ciao ;*.

wtorek, 15 lutego 2011

50.


I proszę, żeby mi nie zależało tak samo, jak mi zależy...

Minęły 3 dni, a ja już tęsknię...

sobota, 12 lutego 2011

49.


Zjeb.ałam. I to tak totalnie. Myślałam, że już jest wszystko super i fajnie, ale nie jest. I przyznałam D i P rację, że oszukuję sama siebie. Ale jakoś mi nie idzie. Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiam sobie, że go tracę. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że… Jemu też jeszcze trochę zależy.
Mowa o B. Nie wiem, co teraz będzie. Może lepiej, może gorzej. Mam nadzieję, że się ułoży. Wczoraj było dobrze, ale chyba trochę żałuję. Bo ja wiem, że D, to tylko przyjaciel, ale B mógł sobie pomyśleć coś więcej. Chociaż bardzo prawdopodobne, że D już mu to wytłumaczył. Nie wiem. Nie wiem już co robić. Przydałaby nam się taka poważna rozmowa, jednak obawiam się, że w trakcie niej może dojść do kłótni. Ale spróbuję. Spróbować zawsze warto.
Tracę ich powoli. I to wszystkich naraz. Myślę, że D już wszystko wytłumaczyłam, teraz pozostaje mi jeszcze B i dwie inne osoby. Nie chcę, żeby tak było, ale powoli zaczynam się zastanawiać czy to ma jakikolwiek sens. Może…powinnam całkowicie zmienić otoczenie. Może wtedy wszystko lepiej by się ułożyło. Może pora odezwać się do starych znajomych? Zaproponować spotkanie? Od jednej grupy już się odcięłam, a teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Może powinnam wrócić do tamtych, a od tych odizolować? Nienawidzę gdy tak jest. Gdy jest wiele opcji, a ja nie wiem co zrobić. Obawiam się, że kolejną noc spędzę na przemyśleniach. 


piątek, 11 lutego 2011

48.


                Mam sporo do nadrobienia. Ferie zleciały mi strasznie szybko i już w poniedziałek pora do szkoły. Mam jedno takie postanowienie. Resztę lutego(11 dni), cały marzec i cały kwiecień (11 dni, w które idziemy do szkoły) poświęcam nauce. Tylko i wyłącznie! Jak będę miała wolniejszy tydzień, wtedy w weekend wyjdę. Nic poza tym. Tylko nauka, nauka, nauka. Wiem, że dzięki temu w maju nie będę musiała nadrabiać ocen i będę mogła chodzić na ściankę ^^.
                Tak apropo ścianki. Udało nam się! Oł jee! Było już rozporządzenie budżetu (czy jak to tam się zwie) i prezydent przeznaczył pieniądze na budowę ściany. I jak się okazało. Jeśli w kwietniu pogoda będzie dopisywać, to rozpoczną budowę i już w maju będziemy się wspinać! A pod koniec maja chcemy pojechać w skały.
                Zje.bałam dzisiaj. I to tak totalnie. Ale chyba się nie dogadałam z pewną osobą i nie widziałam sensu. Po prostu. Nie miałam na to ochoty. Na nic nie miałam ochoty. Dobrze mi się leżało w objęciach przyjaciela i razem z nim oglądało film. Dobrze, jak nigdy. Nie chciałam się  stamtąd ruszać i uważam, że dobrze, że nie poszłam. I tak bylibyśmy tam tylko chwilę, bo musielibyśmy poczekać na B. Więc nie poszliśmy. I uważam, że dobrze się stało. Ups, chyba się powtarzam.
                Dobra, zupełnie wybiłam się z rytmu i nie mam już weny na pisanie. Mam tylko nadzieję, że następna notka pojawi się niebawem.
Żegnam.

P.S. Na pożegnanie powiedział ‘I nawet dzisiaj do mnie nie pisz’. Mogło chodzić o to, że ostatnio go obudziłam, ale mogło też chodzić o co innego. Nie ważne. W każdym bądź razie sam napisał. I bądź tu człowieku mądry (a może to było głupi? xd).

piątek, 14 stycznia 2011

47.


Kurw*aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Szalu zaraz dostane! 
Napisałam taką piękna długą notkę, ale się usunęła!
I jeszcze w klawiaturze mi się coś poprzestawiało!
Wrrr. Wściekła jestem! 
żegnam!