Przerwa
świąteczna powoli dobiega końca. Mogę powiedzieć, że wypoczęłam. Nic z resztą
dziwnego, większość czasu spędziłam w łóżku, z laptopem na kolanach i Grey’s
anatomy <3. Żałuję, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno żałuję, że ani razu
nie byliśmy na stoku. Przez pewien czas byłam nawet wściekła z tego powodu, nie
na rodziców oczywiście, bo rozumiem ich, ale tak sobie. Byłam wściekła, bo tak
bardzo chciałam pojeździć, a nie mogłam. Żałuję też, że nie zajrzałam do
książek. No, do biologii na samym początku, a pod koniec zaczęłam się
dogłębniej zastanawiać nad bibliografią do pracy maturalnej, a co za tym idzie
nad całą prezentacją. Pouczyłam się też słówek z angielskiego, porobiłam kilka
ćwiczeń, znalazłam wszystkie części „Opowieści z Narnii” czytane po angielsku
(łącznie prawie 40 godzin! O.o), a do tego ściągnęłam także książki po angielsku.
Słuchać będę, nawet jeśli niewiele będę rozumieć, to przynajmniej bardziej
osłucham się z językiem.
Z jakiegoś głupiego powodu (nie wiem jakiego, ale z
pewnością myślałam wtedy o jakiś głupstwach) wpadło mi do głowy, że może by tak
wyjechać do Anglii. Ja nie potrzebuje zbyt wiele czasu na zdecydowanie się,
więc niemal od razu wprowadziłam mamę w mój plan i poprosiłam ją, żeby zapytała
ciocię, która tam mieszka, czy nie mogłaby mi na pewien czas wynająć mi pokoju,
albo chociaż kawałka podłogi xd. Zamierzam tam pracować, zarabiać, zaoszczędzić
i wrócić. Co z tego wyjdzie, to nie wiem. Może nic, a może wszystko. Najważniejsze,
że mama mnie nie wyśmiała, a zamierza mnie w tym wspierać, dzięki temu, może
naprawdę się coś udać.
Święta spędziłam calusieńkie u mamy, w Szwajcarii. I
jak już mówiłam, jedyne czego żałuję, to tego że nie pojeździłam na nartach.
Reszta wyszła okej. Sylwestra spędziliśmy z dziewczynami z grupy mamy, którym
bliżej wiekowo do mnie niż do niej, ale tym lepiej dla mnie. Rodzice poszli
chwile po północy spać, a ja z Młodym siedzieliśmy u dziewczyn do 2. Trochę
pogadałam z nimi, trochę ze Słowaczką (co z boku musiało wyglądać komicznie, bo
ja mówiłam po polsku, ona po słowacku i naprawdę dobrze się dogadywałyśmy :D).
Po sylwestrze całe trzy dni nie robiłam NIC, bo mama chodziła do pracy. No
dobra, mniej więcej pół godziny zabierało mi zrobienie obiadu. Reszta czasu
została spędzona z Grey’s anatomy (po raz kolejny <3). Dopiero niedawno
zabrałam się za pracę maturalną i angielski. A jak ma się tyyyyyle czasu
wolnego, to można naprawdę sporo zrobić. Dopiero dziś wieczorem zaczęło mi się
nudzić, ale te nudy i tak na dobre mi wyszły, bo najpierw zagrałam z mamą i
bratem w remika, a później z mamą oglądałyśmy MTV. Ona ze względu na to, że
napisy były po niemiecku, a ja ze względu na to, że gadali po angielsku.
Później jeszcze obejrzałam odcinek serialu z angielskimi napisami, bo nie
mogłam się doczekać polskich. Przesłuchałam raz jeszcze pierwszych dwóch
rozdziałów „Opowieści z Narnii” i pozastanawiałam nad swoim życiem. Na rok 2014
postanowiłam postawić sobie kilka celów, by mieć do czego dążyć. Kilka
mniejszych, kilka większych.
1. Najważniejsze.
Przyłożyć się naprawdę porządnie do chemii i biologii, zdać zajebi*cie maturę i
dostać się na moje wymarzone studia :D
2. Pod
koniec maja/na początku czerwca wyjechać do Anglii, znaleźć tam tymczasową
pracę, zostać jak najdłużej, zaoszczędzić jak najwięcej.
3. Porządnie
wyleczyć do końca kostkę, wrócić do wspinania i częściej chodzić na basen.
4. Czytać
więcej książek.
5. Wydawać
mniej pieniędzy na bzdety.
6. Cały
czas dobrze się bawić.
To takie
najważniejsze, które przyszły mi do głowy jako pierwsze. Reszta prawdopodobnie
będzie się pojawiać i znikać, jak to często bywa. Najważniejsze są dla mnie
dwa/trzy pierwsze. Główne cele, do których zamierzam dążyć w 2014 roku.
See, ya! ;)