sobota, 4 stycznia 2014

77.

Przerwa świąteczna powoli dobiega końca. Mogę powiedzieć, że wypoczęłam. Nic z resztą dziwnego, większość czasu spędziłam w łóżku, z laptopem na kolanach i Grey’s anatomy <3. Żałuję, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno żałuję, że ani razu nie byliśmy na stoku. Przez pewien czas byłam nawet wściekła z tego powodu, nie na rodziców oczywiście, bo rozumiem ich, ale tak sobie. Byłam wściekła, bo tak bardzo chciałam pojeździć, a nie mogłam. Żałuję też, że nie zajrzałam do książek. No, do biologii na samym początku, a pod koniec zaczęłam się dogłębniej zastanawiać nad bibliografią do pracy maturalnej, a co za tym idzie nad całą prezentacją. Pouczyłam się też słówek z angielskiego, porobiłam kilka ćwiczeń, znalazłam wszystkie części „Opowieści z Narnii” czytane po angielsku (łącznie prawie 40 godzin! O.o), a do tego ściągnęłam także książki po angielsku. Słuchać będę, nawet jeśli niewiele będę rozumieć, to przynajmniej bardziej osłucham się z językiem.
                Z jakiegoś głupiego powodu (nie wiem jakiego, ale z pewnością myślałam wtedy o jakiś głupstwach) wpadło mi do głowy, że może by tak wyjechać do Anglii. Ja nie potrzebuje zbyt wiele czasu na zdecydowanie się, więc niemal od razu wprowadziłam mamę w mój plan i poprosiłam ją, żeby zapytała ciocię, która tam mieszka, czy nie mogłaby mi na pewien czas wynająć mi pokoju, albo chociaż kawałka podłogi xd. Zamierzam tam pracować, zarabiać, zaoszczędzić i wrócić. Co z tego wyjdzie, to nie wiem. Może nic, a może wszystko. Najważniejsze, że mama mnie nie wyśmiała, a zamierza mnie w tym wspierać, dzięki temu, może naprawdę się coś udać.
                Święta spędziłam calusieńkie u mamy, w Szwajcarii. I jak już mówiłam, jedyne czego żałuję, to tego że nie pojeździłam na nartach. Reszta wyszła okej. Sylwestra spędziliśmy z dziewczynami z grupy mamy, którym bliżej wiekowo do mnie niż do niej, ale tym lepiej dla mnie. Rodzice poszli chwile po północy spać, a ja z Młodym siedzieliśmy u dziewczyn do 2. Trochę pogadałam z nimi, trochę ze Słowaczką (co z boku musiało wyglądać komicznie, bo ja mówiłam po polsku, ona po słowacku i naprawdę dobrze się dogadywałyśmy :D). Po sylwestrze całe trzy dni nie robiłam NIC, bo mama chodziła do pracy. No dobra, mniej więcej pół godziny zabierało mi zrobienie obiadu. Reszta czasu została spędzona z Grey’s anatomy (po raz kolejny <3). Dopiero niedawno zabrałam się za pracę maturalną i angielski. A jak ma się tyyyyyle czasu wolnego, to można naprawdę sporo zrobić. Dopiero dziś wieczorem zaczęło mi się nudzić, ale te nudy i tak na dobre mi wyszły, bo najpierw zagrałam z mamą i bratem w remika, a później z mamą oglądałyśmy MTV. Ona ze względu na to, że napisy były po niemiecku, a ja ze względu na to, że gadali po angielsku. Później jeszcze obejrzałam odcinek serialu z angielskimi napisami, bo nie mogłam się doczekać polskich. Przesłuchałam raz jeszcze pierwszych dwóch rozdziałów „Opowieści z Narnii” i pozastanawiałam nad swoim życiem. Na rok 2014 postanowiłam postawić sobie kilka celów, by mieć do czego dążyć. Kilka mniejszych, kilka większych.
1.       Najważniejsze. Przyłożyć się naprawdę porządnie do chemii i biologii, zdać zajebi*cie maturę i dostać się na moje wymarzone studia :D
2.       Pod koniec maja/na początku czerwca wyjechać do Anglii, znaleźć tam tymczasową pracę, zostać jak najdłużej, zaoszczędzić jak najwięcej.
3.       Porządnie wyleczyć do końca kostkę, wrócić do wspinania i częściej chodzić na basen.
4.       Czytać więcej książek.
5.       Wydawać mniej pieniędzy na bzdety.
6.       Cały czas dobrze się bawić.

To takie najważniejsze, które przyszły mi do głowy jako pierwsze. Reszta prawdopodobnie będzie się pojawiać i znikać, jak to często bywa. Najważniejsze są dla mnie dwa/trzy pierwsze. Główne cele, do których zamierzam dążyć w 2014 roku.


See, ya! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz