Dom powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem i miłością.
Jednak nie zawsze tak jest. Ja nie czuję się w swoim domu bezpiecznie. Bardziej
czuję się tu jak w klatce, w której muszę odsiedzieć i tylko gdy dostanę
przepustkę wyjść. A jak wychodzę, to i tak cały czas myślę o tym, że jeszcze
trochę i będę musiała wracać do tego miejsca. Z mamą się w miarę dogaduję. Mimo
iż usłyszałam od niej parę rzeczy, których dziecko nie chciałoby nigdy usłyszeć
od swojej matki, to kocham ją. Co do ojca, nie wiem. Może w głębi duszy go
kocham, ale mam wrażenie, że go tylko toleruje. On jest dla mnie kimś obcym,
nienawidzę przebywać w jego towarzystwie, nienawidzę siedzieć koło niego. Kłócimy
się niemal naokrągło, o wszystko. Mówi bardzo dużo rzeczy. Robi mniej. Ma cały
czas pretensje. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. I szczerze mówiąc
nie chce, żeby mi to mówił. Nie chcę, żeby w ogóle się do mnie odzywał. Chcę,
żeby zniknął. Niech pracuje 24h. Może tu chodzi po prostu o to, że się nie
najlepiej dogadujemy, czasami mam ochotę uciec tam, gdzie on by mnie nie
znalazł, się do mnie nie odzywał. Potrafi mnie zniszczyć. Fizycznie i
psychicznie. On doprowadza mnie do szału, złości, smutku, poczucia
beznadziejności. Jednym słowem: NIENAWIDZĘ GO.
P.S. Notka pisana pod wpływem impulsu, możliwe jest, że zostanie potem usunięta.
P.S. Notka pisana pod wpływem impulsu, możliwe jest, że zostanie potem usunięta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz