piątek, 12 marca 2010

32.


Dom powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem i miłością. Jednak nie zawsze tak jest. Ja nie czuję się w swoim domu bezpiecznie. Bardziej czuję się tu jak w klatce, w której muszę odsiedzieć i tylko gdy dostanę przepustkę wyjść. A jak wychodzę, to i tak cały czas myślę o tym, że jeszcze trochę i będę musiała wracać do tego miejsca. Z mamą się w miarę dogaduję. Mimo iż usłyszałam od niej parę rzeczy, których dziecko nie chciałoby nigdy usłyszeć od swojej matki, to kocham ją. Co do ojca, nie wiem. Może w głębi duszy go kocham, ale mam wrażenie, że go tylko toleruje. On jest dla mnie kimś obcym, nienawidzę przebywać w jego towarzystwie, nienawidzę siedzieć koło niego. Kłócimy się niemal naokrągło, o wszystko. Mówi bardzo dużo rzeczy. Robi mniej. Ma cały czas pretensje. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. I szczerze mówiąc nie chce, żeby mi to mówił. Nie chcę, żeby w ogóle się do mnie odzywał. Chcę, żeby zniknął. Niech pracuje 24h. Może tu chodzi po prostu o to, że się nie najlepiej dogadujemy, czasami mam ochotę uciec tam, gdzie on by mnie nie znalazł, się do mnie nie odzywał. Potrafi mnie zniszczyć. Fizycznie i psychicznie. On doprowadza mnie do szału, złości, smutku, poczucia beznadziejności. Jednym słowem: NIENAWIDZĘ GO.


P.S. Notka pisana pod wpływem impulsu, możliwe jest, że zostanie potem usunięta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz