Mam ostatnio chwile załamania. Bywa, że robię sobie
kanapkę,a nagle mam ochotę skulić się w kącie i zacząć płakać. Wczoraj tak
miałam.Wcześniej przez jakiś czas miała doła, z którego jak się okazało, bardzo
trudnojest mi wyjść. Dzisiaj się udało, jednak trzymałam się tylko jedną ręką,
a mamaprzydepnęła mi drugą i znowu wpadałam na samo dno. Jednak, szybko udało
mi siępodnieść. Sms od kuzynki sprawił, że byłam już w połowie drogi do wyjścia.Wyjście
z dołka polega u mnie na tym, że bardzo trudno jest przejść początekdrogi,
później jest łatwo, a pod koniec znowu pojawiają się przeszkody,
nawetnajmniejsza, może sprawić, że znowu upadnę. Teraz byłam na drugim
etapie,jednak znowu spadłam i jak na razie bardzo trudno jest mi się podnieść.
Nie bardzowiem, jak się do tego podnoszenia zabrać. Wystarczyłoby popisać sms’y
z B. ijuż by mi się humor poprawił, jednak kasy na koncie brak ;/.
W ogóle jakoś tak dziwnie ostatnio jest, jedne rzeczy
sięnaprawiają inne jebią. Chyba muszę dbać o obie, żeby nie zjebała się żadna,
bowiem też, że jak się zjebie jedna, to druga może się zjebać bardzo
szybko.Wystarczy trochę alkoholu… Nie chcę wracać do tamtych chwil,
nienawidzęwspomnień, najchętniej bym to wymazała z pamięci, bo mimo, że
wydarzyło się toprawie 2 miesiące temu, ślad jest jeszcze bardzo trwały.
Zostawiło to na mniejakieś ‘piętno’. Nie chcę, żeby tak było.
I jak zawsze, jak nie potrafię się podnieść po
ponownymwpadnięciu w dół, zapewne użyję żyletki… Nie potrafię inaczej, to mi
pomaga,jednak wiem, że na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem, zbyt wiele
śladówna sobie zostawia.
Jednak tak sobie (nie)radzę z problemami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz