Postanowiłam, że wrócę. Baaardzo dawno mnie nie było, jednak
to nie z mojej winy! Nie było mnie, ponieważ na tym zadupiu na które się
przeprowadziłam nie było baaardzo długo Internetu. Ale zacznijmy od początku.
Początek roku szkolnego zaczął się tak niedawno, a już
minęło pół roku. Nim się obejrzę będę przygotowywała się do testów
gimnazjalnych, a potem ostatnie wakacje spędzała z moją klasą. Nie wyobrażam
sobie rozstania z niektórymi osobami. Jesteśmy ze sobą już 9 lat i uważam, że jesteśmy
niesamowicie zgrani. Rzadko, naprawdę rzadko trafia się na taką wspaniałą
klasę. Koniec roku na pewno nie obędzie się bez łez.
Ogólnie rok szkolny mija mi niesamowicie szybko. Jestem w
miarę zadowolona ze swoich ocen, jednak nad kilkoma przedmiotami muszę jeszcze
popracować, ale da się to zrobić ;].
Święta tuż tuż. Już za tydzień wigilia, a ja z mamą jeszcze
nic nie zaczęłyśmy szykować. Nic nie jest posprzątane, żadne zakupy nie są
zrobione, ani nic. Jako, że w tym roku wigilia odbywa się u nas jest dużo
więcej roboty niż zwykle, bo zazwyczaj wystarczyło pomóc babci trochę, a teraz
wszystko robimy z mamą same. Szczerze mówiąc, to cieszę się, ponieważ co
wigilię jeździmy do babci, przez co nie spędzam świąt z kuzynką, ponieważ ona
jeździ do drugiej babci. Mam nadzieję tylko, że święta nie spieprzą się z
powodu jakiejś kłótni, lub choroby dziadka, która ostatnio znowu daje się we
znaki. Ale o tym nie dzisiaj.
Ostatnio jest u mnie ciężko z kasą (tak właściwie, to nie
mam jej w ogóle), więc postanowiłam nie kupować prezentów. Jedynie dla Młodego
będę miała, ponieważ M. da mi piórnik, który wypełnię po brzegi lizakami. A
wracając do braku pieniędzy, szukam sobie od jakiegoś czasu pracy. Przeglądam
ogłoszenia na stronie regionalnej i ostatnio nawet coś znalazłam, jednak po
zadzwonieniu, okazało się, że ogłoszenie jest już nieaktualne. Byłam wściekła,
bo pieniądze są mi potrzebne, a myślę, że ta robota nie byłaby aż taka ciężka,
a w miarę dobrze płatna, zważając na mój wiek.
Ogólnie rzecz biorąc, to miałam postanowienie na adwent,
żeby więcej czytać. I owszem czytam, ale blogów, a nie książek. Jednak mam
nadzieję, że w ciągu przerwy świątecznej uda mi się dokończyć 2 książki, które
zaczęłam i przez które ostatnio przejść nie mogę i przeczytać 2 inne. Jedna z
nich jest naprawdę ciężka, jednak jest to filozofia mojego ukochanego serialu,
a mianowicie ‘Dr.House’ <3. Ostatnio nawet się w nią wciągnęłam, jednak przy
czytaniu jej nie mogę być zmęczona, bo inaczej nic nie zrozumiem.
Mówiąc szczerze ostatnio nie jest ze mną najlepiej. Było
źle, ułożyło się i znowu jest źle. Czasami po prostu czuję się jak to piąte
koło u wozu. Czekam tylko na jednego smsa, jednak wydaje się, że nie jestem
potrzebna. Jestem tylko wtedy, gdy ktoś ma problem, a nie ma się komu wyżalić.
Nie mam nic przeciwko jeśli ktoś chce popłakać w moje ramię, jednak ostatnio
tak naprawdę mnie nie ma. Raz na jakiś czas, gdy się komuś o mnie przypomni,
wtedy zaistnieję, lecz tylko na pięć minut. To, mimo wszystko boli.
Ostatnio zaczęłam też coraz częściej myśleć o B. Jako, że
prawie rok temu wszystko zaczęło się układać (tj. zaczęliśmy ze sobą
rozmawiać). Teraz wspominam to, co było. Mam jeszcze smsy od niego i nie
zamierzam ich usuwać. Mam też jedno nasze wspólne zdjęcie. Je także pozostawię.
Uświadomiłam sobie, że nie chcę o Nim zapomnieć. Był pierwszą osobą, którą
obdarzyłam takim mocnym uczuciem i te chwile warto zapamiętać, bo niedługo, gdy
już zapomnę o wszystkich przykrościach, będą to miłe wspomnienia. Na razie
nadal mnie boli. Nieraz ludziom się wydaję, że jak się z daną osobą nie widuje,
to łatwiej zapomnieć. Gówno prawda. Widuję go raz na miesiąc, lub rzadziej, a
nadal pamiętam i nadal boli tak samo. Gdy go widzę, wszystko dookoła na chwilę
staje, aż serce ściska. To jest trudne, jednak wiem, że w końcu będzie dobrze.
Ewidentnie zaczyna mi czegoś brakować.
P.S. Notka pisana wczoraj, jednak nie opublikowana z powodu
braku Internetu.
P.S.2 Widziałam go dzisiaj. Przechodzą przez sklep,
spostrzegłam, że siedzi na ławce z jakimś kolegą. Ścisnęło mnie w sercu, jednak
tylko przyspieszyłam kroku i wyszłam przed sklep, gdzie czekałam, aż tata po
mnie przyjedzie. Jednak zanim przyjechał B. wyszedł ze sklepu. Patrzyliśmy
sobie w oczy. To nie było krótkie zerknięcie, jak zazwyczaj, tylko zatrzymał
się na chwilę i patrzył mi w oczy, po chwili kolega klepnął go w ramię, więc B
odwrócił wzrok i odszedł.
Odszedł. Bez słowa. Po prostu odszedł.
Nie wiem na co liczyłam. Głupia jestem i tyle. Myślałam, że
powoli mi przechodzi, jednak gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju zaczęłam
płakać. A miałam nadzieję, że to już za mną.
Nadzieja matka głupich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz