czwartek, 11 kwietnia 2013

62.

Wiosna powoli wita w moich stronach. Słońce świeci, powietrze cieplejsze, śnieg topnieje. Nawet zaliczyliśmy trochę wiosennego deszczyku, który nie przeszkadzał mi nawet w najmniejszym stopniu. Powietrze jest przesycone wiosną. W końcu. To wszystko połączone z sobą daje mi motywację do funkcjonowania. Nawet matematyka nie wydaje się być taka zła. Nie, cofam to, matematyka zawsze jest zła. Gdybym jeszcze wiedziała, że nauka coś mi da, jednak znając życie nauczycielka dowali takiego zadania, że wszyscy się za głowy złapiemy. Ale koniec z narzekaniem. Ostatnio jest coraz lepiej. Oceny nie najgorsze. Mama wraca za tydzień. Weekend majowy zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim moja osiemnastka i miejmy nadzieję, że pierwszy w tym roku wyjazd w skały. Czas mija mi jak z bicza strzelił. Nim się obejrzę nadchodzi kolejny weekend. Nie mam czasu nawet się nas tym zastanawiać. Nauczyciele cisną, nauki po dziurki w nosie, ale może to i dobrze. Im szybciej mija nam czas, tym szybciej nadejdą wakacje.
Zajmowanie się Młodym chyba nie wychodzi mi najgorzej. Oceny z matematyki i angielskiego ma naprawdę dobre, jedynie polski trochę zawalił. Humanistą, to on nie będzie. Jednak wiem, że gdyby nie był taki rozkojarzony, to spokojnie mógłby wyciągnąć na czwórkę. Dom jest ogarnięty. Z reguły. Sprzątam w weekendy, w tygodniu raczej tylko powierzchownie. Natomiast mój pokój to burdel na kółkach. Książki, zeszyty i repetytoria są wszędzie. Na półkach stoją brudne naczynia, a na ziemi walają się buty i ubrania. Idąc potykam się o własne rzeczy. Jednak nie tyle nie mam czasu, co siły tego sprzątnąć. Do tej pory moje popołudnia opierały się albo na wspinaniu albo na spaniu. Może zmieni się to, gdy wyjdzie trochę więcej słońca.
Kolejny raz jestem chora. Po ostatnim zapaleniu tchawicy złapałam już zapalenie gardła. Od razu wzięłam antybiotyk, który trochę pomagał, jednak gdy tylko skończyłam go brać wszystko wróciło. Z nosa cieknie, kaszel męczy, ale to nic. W sobotę osiemnastka D., spotkanie B. i dobra zabawa. A za tydzień jedziemy do Warszawy. Odbieramy mamę, która spędzi tydzień w domu, a potem wyjeżdża do Niemiec. Szczerze powiedziawszy mam nadzieję, że Go spotkam. Wcześniej nie byłam taka pewna, jednak myśl, że możliwe, że zobaczymy się dopiero w przyszłym roku jest... nieprzyjemna. Było mi dobrze podczas naszych spotkań, rozmów i spacerów. Teraz żałuję, że nie spróbowałam niczego więcej. Patrząc wstecz lub zbyt bardzo wybiegając w przyszłość zapomina się o teraźniejszości. A teraz właśnie na tym powinnam się skupić. Może nawet bez zastanawiania się nad konsekwencjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz