poniedziałek, 22 kwietnia 2013

63.

      Ostatnio mam wrażenie, że życie przelatuje mi między palcami. Że mogłabym zrobić więcej, starać się bardziej. Zbieram wspomnienia, a jednak ciągle ich mało. Dom jest dla mnie niczym hotel. Jestem tu, bo jestem, śpię i sprzątam i nic więcej. Weekendy coraz bardziej mam zawalone. Nie pamiętam kiedy ostatnio cały spędziłam w domu. Nie przeszkadza mi to. Chcę korzystać z życia. Mimo wszystko wydaje mi się, że robię zbyt mało. Ale czasem po prostu nie mam siły by zrobić więcej. 
      Chciałabym usiąść w słońcu, na trawie, bez myślenia o tym, że muszę nauczyć się na sprawdzian z chemii, przetłumaczyć zdania z angielskiego, albo sprawdzić lekcje Młodego. Chciałabym siedzieć, wystawiać twarz w stronę słońca i uśmiechać się niczym nie zaprzątając sobie głowy. Ale nie potrafię tak. Nawet w weekendy, gdy niby mogę odpocząć, przez myśli przewija się masa innych rzeczy, na które mogłabym spożytkować ten czas. Chyba właśnie dlatego potrzebuję wyjazdu w skały. Będąc tam nie myślałabym o tym co mnie czeka, jutro, czy pojutrze. Ja i droga. Nic więcej. 
      Byle szybciej.

     Weekend spędziłam w Warszawie. Ciocia płakała żegnając się z mamą. Szkoda mi jej było, wiem że bardzo się zżyły przez ostatnie kilka miesięcy. Liczyłam na to, że może go zobaczę. Nie wiem dlaczego, w końcu nic między nami nie było, ja nawet nic nie chciałam, ale spotkanie byłoby miłe. To ostatnie. Nie wiem, kiedy teraz się zobaczymy. Za pół roku? Rok? Dłużej? Trudno.  Było minęło, płakać nie będę. 
Uczucia ciągle mieszają mi się w głowie. Radość, gniew, chęć spotkania, złość, szczęście, smutek. Czasami siedząc obok musiał się opamiętywać. Przypominać sobie, że to nie jest chłopak dla mnie. Nie mogłabym być w takim związku. A może i warto spróbować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz