niedziela, 9 grudnia 2012

55.

Zauważyłam ostatnio, że to, co piszę jest bardzo chaotyczne. Zastanawiałam się chwilę jak to zmienić, po czym doszłam do wniosku, ze nijak. Piszę, gdy mam ochotę, potrzebę. Piszę to, co myślę. A to, że moje myśli także są takie chaotyczne, to już inna sprawa.
Zamierzałam trochę ponarzekać na to, jak zmęczona jestem, jak męczą mnie koszmary i ogólnie jak mi źle, ale stwierdziłam, że zdecydowanie za dużo narzekam. Czasem wystarczy zmienić nastawienie, a już człowiek czuje się lepiej. Więc spróbuję. Kolejny weekend miałam zawalony, ale nie jest to marudzenie. Naprawdę cieszę się z tego powodu. Piątek po szkole cały spędziłam na ścianie. Zamierzałam nakręcić coś fajnego i nawet miałam całkiem ciekawą koncepcję, ale na koncepcji się skończyło. Przez dwie godziny nakręciłam może ze trzy ruchy, po czym stwierdziłam, że wyszło z tego jedno wielkie gówno. Od razu zamierzałam to odkręcić, ale doszłam do wniosku, że może jednak wpadnę jeszcze na coś ciekawego innym razem, więc zostało. Byłam totalnie wypruta z sił, nie miałam ochoty na wspinanie, więc  wstawiłam się w kilka dróg, po czym postanowiłam odpuścić sobie kolejne zajęcia. Teraz pójdę na nie dopiero w piątek, może nagle mi się zachce. Chociaż nie jest mi dobrze z myślą, że jutro mam możliwość pojawienia się na treningu, a mnie na nim nie będzie. Serio.
W sobotę jak wyszłam z domu o godzinie 15, tak wróciłam dzisiaj o 22. Wczoraj byłam u M. z kilkoma znajomymi z klasy, a dziś jechałam z rodzicami do Warszawy, żeby odwieźć mamę, która jutro leci do Szwajcarii (swoją drogą, jak się z nią żegnałam, to łzy mi napłynęły do oczu, jakbym miała nie mieć z nią kontaktu przez najbliższe pół roku, a nie trzy dni. Ale to pewnie przez zmęczenie). Jako, że u M spała zaledwie godzinę (tak, g-o-d-z-i-n-ę), a w samochodzie półtorej, to pół dnia u cioci przespałam. Później przypomniało mi się, że mam na jutro do namalowania plakat na PO, więc zaczęliśmy akcję pt ,,kto odrobi pracę domową A.?". Stanęło na wujku Marku (swoją droga nie moim wujku, ale nie ważne), który uporał się z tym w 20 minut. Chyba częściej muszę jeździć do Warszawy.
Teraz siedzę i zastanawiam się co ze sobą zrobić, bo niby poszłabym spać, ale trochę szkoda mi czasu (w końcu przespałam pół dnia), na sprawdzian z wosu też nie chce mi się uczyć. Popisałabym opowiadanie, ale do pendrive'a za daleko (musiałabym iść aż na górę). Obejrzałabym nowy odcinek serialu, ale mama zabrała iPada, a miałam ochotę zrobić to w łóżku. I skończyło się na tym, że jednak narzekam. Chociaż to nie jest takie prawdziwe. Marudzę, ale jestem zadowolona z minionego weekendu. Mimo że często jestem zmęczona i potrzebuję odpoczynku to lubię życie na wysokich obrotach. Nuda jest... nudna.

No i pięknie. Zaczęło się tak ładnie, a skończyło jak zwykle - chaotycznie. Szlag by to trafił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz