I jest. Mama podpisała umowę. Boję się chyba bardziej niż ona. A to ja ją najbardziej namawiałam. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że gdybym nić nie mówiła, oni nie zdecydowaliby się. A teraz tak często ogarnia mnie strach. Przyszłość jest cholernie niepewna. Bardziej niż wcześniej. Nie wiadomo co będzie z tatą, a już w ogóle nie wiadomo co ze mną. Ja w zasadzie już sama nie wiem, czego chcę. Z jednej strony chciałabym być z nią, najlepiej tam, a z drugiej nie jestem tego pewna. Moje życie od stycznia ulegnie diametralnej zmianie. I boję się, że to ja będę musiała wychowywać swojego brata. Często odrzucam od siebie takie myśli. Ja byłam do tej pory najbardziej optymistycznie nastawiona i dobrze by było, gdyby tak zostało. Chociaż często zastanawiam się, czy nie poprosić mamy, żeby zrezygnowała. Wiem, że wystarczy jedno moje słowo. Najgorsze jest właśnie to, że sama nie wiem czego chcę. Plączę się we własnych myślach, pragnieniach i obawach. Ale zamierzam czekać i cieszyć się tym, co przynosi przyszłość.
***
Kolejny weekend zawalony. W piątek byłam niecałą godzinę w domu, w trakcie której musiałam się wykąpać i spakować. Później leciałam na ścianę, ponieważ mieliśmy przygotowania do zawodów wspinaczkowych. Jak w piątek nie robiliśmy prawie nic, tak w sobotę od rana urwanie głowy. Biegałam z jednego miejsca do drugiego i nie wiedziała w co ręce włożyć. Kilka osób potrzebowało pomocy, a ja nie wiedziałam od czego zacząć. Potem jeszcze asekuracja. Nie sprawiało mi to problemów, jednak po kilku godzinach byłam wykończona. Chciałam czym prędzej zrobić to, co było do zrobienia i wrócić do domu. Dzisiaj pierwszy raz, od niepamiętnych czasów porządnie się wyspałam. W końcu. Zawody zawsze są fajne i mają kilka plusów, jednak mam ich dosyć na najbliższe pół roku. Ale przynajmniej zdobyłam w dwóch idoli. Stachu i Konstanty wymiatali. Dla mnie oni byli najlepsi. Stasiu miał 4 latka i był chyba najbardziej wesołym dzieckiem, jakie w życiu spotkałam. Nie przejmował się tym, że mu nie idzie i przegra. Wspinał się dla własnej frajdy, a o to przecież chodzi. Konstanty natomiast, to jego ośmioletni brat. Wyglądem i wzrostem przypominał raczej sześciolatka, jednak wspinał się niesamowicie. Nie ukończył jednej z dróg tylko dlatego, że brakło mu wzrostu i nie miał jak tego wykombinować. Inaczej, z pewnością by mu się udało. Mimo wszystko jestem ich największą fanką. I wielki podziw dla ich rodziców za podejście do dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz