czwartek, 27 czerwca 2013

66.

Ostatnio mam totalny mętlik w głowie. Dotyczący wszystkiego. Jednego dnia wydaje mi się, że chciałabym, żeby coś wyszło, a dwa dni później coś się we mnie załamuje i myślę sobie 'nie, to nie będzie dobre'. Sama już nie wiem, czego tak naprawdę chcę i gubię się w swoich uczuciach. Nie wiem, czy zależy mi wystarczająco bardzo, żeby to mogło się udać. Bo jak może mi zależeć, skoro nadal zdarza mi się myśleć o B.?  To już nie jest i nigdy nie będzie to samo. Ale pamiętam to uczucie. I naprawdę wiele bym dała, gdyby znowu się pojawiło. Tyle tylko, że wobec kogoś innego. Chciałabym, ale czasami mam wrażenie, że nie potrafię. Nie szukam na siłę. Nigdy nie szukałam. Myśl, że coś mogłoby między nami być pojawiła się sama, znienacka. A teraz przeplata się z tymi cholernymi wątpliwościami. Ja po prostu chciałabym wiedzieć. Chciałabym mieć pewność czego chcę. Ktoś mógłby powiedzieć, że warto spróbować, przekonać się. Ale nie chcę, by potem relacje między nami się zepsuły. Nie chcę go unikać i bać się spojrzeć mu w oczy. Powtórka sytuacji z D. nie jest mi do niczego potrzebna. A doskonale pamiętam jak dziwnie mi potem było przebywać w jego towarzystwie. Jak dziwnie było patrzeć mu w oczy i udawać, że nic się nie stało. Bo stało się, nawet jeśli dla mnie nic to wtedy nie znaczyło. A teraz? Teraz znowu miałoby tak być? Przecież dopiero co unormowała się sytuacja z D. Czasami wydaje mi się, że powinnam poczekać i zobaczyć co przyniesie los. Ale samo nic nie przychodzi. Więc cały czas biję się z myślami i zastanawiam czy warto. Czy warto podejmować jakiekolwiek ryzyko? A co jeśli nic z tego nie wyjdzie? Znów będę uciekać?
Poza bałaganem w moich uczuciach jest jeszcze jedna sprawa. Mama wyjechała do Szwajcarii. Tata ma urlop od 15 i to wtedy do niej jedzie. Początkowo nie było brane pod uwagę, że i ja przyjadę, jednak plany się zmieniły. W końcu nie wiadomo kiedy się z mamą zobaczę, jeśli nie teraz. Może dopiero na święta. I z jednej strony chcę jechać. Chcę jechać dla niej, chcę jechać dla Młodego, ale chcę też jechać, bo wcale nie uśmiecha mi się siedzenie 2 tygodnie samej w domu. I chcę zobaczyć Szwajcarię. Ale z drugiej strony opuścić taką okazję. M. i jej wolny dom przez cały wyjazd moich rodziców. To mi się nie uśmiecha, bo zdaję sobie sprawę z tego jak wiele mnie ominie. Jak wiele mogę stracić. I nie chodzi mi tu tylko o imprezy. Jest coś więcej, czego się boję.

Jutro zakończenie roku. W końcu. I tak już od prawie 3 tygodni nie było mnie w szkole, ale jutro zacznę oficjalne wakacje. Fakt faktem tata mnie zabije za świadectwo, ale cóż, zdarza się. Nawet mam już przygotowaną gadkę, co mu powiem gdy się przyczepi.

Świeży tatuaż na prawej ręce i skręcona kostka w lewej nodze. Żyć, nie umierać!

P.S.Przy okazji niechodzenia do szkoły, co tygodniowych imprez i bólu w nodze zaczęłam zdecydowanie za dużo palić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz