Czerwiec jest ciężkim miesiącem. Męczy mnie pranie, sprzątanie, gotowanie, zajmowanie się domem i wychowywanie brata. Czasem mam ochotę uciec. Wsiąść w pociąg, pojechać do Warszawy, Berlina, Poznania. Gdziekolwiek. Spacerować nocą po mieście. Nie myśleć o nauce, o tym, że Młody nie przeczytał lektury, o kupie brudów, która czeka na swoją kolej trafienia do pralki, ani o tak samo dużej kupie czystych ubrań, które czekają na złożenie i poukładanie w szafach. Chciałabym z czystym sumieniem usiąść na trawie, poczytać książkę, nie myśleć o niczym.
W czerwcu dużo się dzieje. Nauczyciele chcą dodatkowych ocen, bo im brakuje, uczniowie (w tym ja) poprawiają to, co potrzebują. Impreza goni imprezę. Osiemnastka za osiemnastką, a mi głupio odmawiać, szczególnie, że dostaję zaproszenia od ludzi, z którymi zależy mi na spotkaniu. Chociaż to nie zawsze wychodzi mi to na dobre. Robię coś, co wydaję mi się, że chcę robić, a kilka dni później uświadamiam sobie, że nie. Nie chcę i nigdy nie chciałam. A wszystko za każdym razem sprowadza się do tego jednego.
Za tydzień przyjeżdża mama, a ja już nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Znowu wybiję się z rytmu. Nie będę potrafiła potem wrócić do codzienności i swoich obowiązków. Będzie zła za oceny, ale nie radzę sobie. Tak długo udawałam, że wszystko jest w porządku, że teraz już przyznaję (tylko sobie, ale przyznaję), że naprawdę sobie nie radzę.
Zmęczenie coraz częściej bierze górę. Bywa, że po szkole śpię półtorej godziny, a potem i tak zasypiam o 19. Nastawiam sobie budzik na 3.30-4.00, żeby się chociaż trochę pouczyć, a potem znowu o 19 padam na twarz. I takie błędne koło. Na szczęście już jutro piątek. A ten weekend jako jedyny jest wolny od imprez, więc siedzę w domu, sprzątam i odpoczywam.
Moje emocje mieszają się ze sobą. Często sama nie wiem czego chcę, ani co czuję. Z jednej strony wydaje mi się, że ja naprawdę jestem szczęśliwa. A z drugiej tak wiele pragnę, tak wiele oczekuję. I wciąż się obawiam. Na razie tylko uciekam. Bo co innego mi pozostało? A może nic się nie zmieniło? Tak bardzo bym chciała.
Dziadek uciekł. Kolejny raz. Wyjechał za granicę. Cholera wie co się z nim dzieje. Babcia planuje wyjechać do Włoch. Mówi, że chciałaby już koło 20 czerwca. Tata z Młodym planują pojechać do mamy, do Szwajcarii. A ja znowu zostanę sama. A może to i lepiej? Może to mnie tylko zahartuję. Może dzięki temu stanę się silniejsza. Może życie przestanie być takie ciężkie, gdy będę wiedziała czego jeszcze mogę się spodziewać. Tak wiele nadziei.
Na chwile obecną nie pozostaje mi nic jak czekać na wakacje. Już niedługo! Pogoda też ma się trochę poprawić. Proszęproszęproszę, tylko trochę! Chcę słońca! Bo w taki pochmurny dzień jak dzisiaj, to nic, tylko iść spać.
Za tydzień o tej porze będziesz mój!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz